Amunicja VTAutor:Bartłomiej Poniewierski w dniu:2013-03-01 10:37:06

 

 

Szybko poprawiające się charakterystyki lotne samolotów, ich coraz bardziej nowoczesne uzbrojenie sprawiły, że zaczęto je postrzegać jako realne zagrożenie. Gdy na masową skalę do zwalczania samolotów zaczęto stosować artylerię przekonano się, że pomimo często wątłej budowy samoloty są bardzo niewygodnym przeciwnikiem. Szukano różnych rozwiązań dla poprawienia skuteczności ognia plot. (np. zwiększano kaliber, szybkostrzelność, doskonalono przyrządy celownicze), lecz nadal przewaga była po stronie lotników.

Praktycznie od początku istnienia artylerii plot. w użyciu były dwa rodzaje zapalników: w broni małokalibrowej - kontaktowe, w broni ciężkiej - czasowe. Trafienie poruszającego się w trzech wymiarach obiektu przy użyciu takiej amunicji wymagało wystrzelenia tysięcy pocisków. Pociski małych kalibrów miały nieduży zasięg i często nie wyrządzały poważnych szkód, pociski wielkokalibrowe zazwyczaj wybuchały zbyt daleko od celu.
Powstało bardzo wiele projektów zapalników. Na papierze stworzono projekty zapalnika akustycznego, fotoelektrycznego a nawet reagującego na ciepło z silnika samolotu. Prace nad zapalnikami prowadzono w wielu krajach, szczególne zainteresowanie tematem przejawiały zazwyczaj kręgi związane z marynarkami wojennymi różnych krajów.

 

Prace przyspieszyły oczywiście w 1939r., wtedy to William Butement zgłosił do Royal Navy pomysł zapalnika, którego aktywację powodowałyby odbite od celu fale radiowe. Pomysł okazał się na tyle obiecujący, że naukowiec otrzymał środki na dalszą pracę. Projekt ten nie miał jednak wysokiego priorytetu. Za oceanem podobnym pomysłem zainteresował się nowo utworzony angielski Komitet Badań Naukowych Obrony Narodowej (NDRC). Specjalnie w celu skonstruowania nowego, skuteczniejszego typu zapalnika powołano Sekcję T pod kierownictwem dr Merle Tuve. Początkowo sekcja miała szeroki zakres prac, badano możliwość stworzenia zapalnika akustycznego, na podczerwień itp. W połowie 1940r. amerykańscy naukowcy dowiedzieli się, że Brytyjczycy zamawiają spore ilości nowoczesnych lamp elektronowych, ogniw fotoelektrycznych i dopytują się o możliwość ich wzmocnienia czy miniaturyzacji. Szybko skojarzono fakty i połączono siły z Anglikami przejmując wyniki pracy nad zapalnikiem radiolokacyjnym. Cały program bardzo głęboko utajano (porównywalnie z programem Manhattan), naukowcy dysponowali tez nieograniczonymi środkami. Motto sekcji brzmiało „...nie oszczędzaj pieniędzy by rozwiązać problem...”. Pomimo takich środków nie obeszło się bez naukowej improwizacji, np. lampy, by sprawdzić ich wytrzymałość, zrzucano z dachu wysokiego budynku na stalowe płyty, pociski wystrzeliwano z zaimprowizowanej armaty gazowej zbudowanej z rur kanalizacyjnych... a częścią zapalnika był spinacz biurowy...
 

Na początku 1941r. zaczęto strzelania z prawdziwego działa 127mm. W styczniu 1942r. rozpoczęto produkcję pilotażową. Do połowy tego roku trwały też prace nad doskonaleniem systemu zabezpieczeń przed przedwczesnym wybuchem. 12 sierpnia 1942r. USS Cleveland przeprowadził próbne strzelania do sterowanych radiem samolotów. Testy planowano na kilka dni, lecz już po dwóch dniach było po wszystkim. Pierwszego dnia zniszczono 3 cele, każdy mniej niż 10 pociskami. Drugiego dnia było podobnie. Niezwłocznie podjęto masową produkcję.
 

 

Przekrój zapalnika pocisku VT do armaty 127mm (fot. US Navy)

           

 

Nazwa VT (Variable Time) oznacza zmienną nastawę czasową, nadano ją dla kamuflażu.
Pierwszy transport pocisków 127mmVT (3000 sztuk) trafił do Nowej Kaledonii. Rozdzielono go między lotniskowce "Enterprise" i "Saratoga" oraz lekki krążownik "Helena". Użycie VT wymagało przeszkolenia artylerzystów. Taktyka miała na celu unikniecie rażenia własnych jednostek. Istniały także silne obostrzenia mające na celu ograniczenie możliwości przejęcia pocisków przez wroga.
Do pierwszego zestrzelenia przy użyciu VT doszło 5 stycznia 1943r. Artylerzyści z "Heleny" zestrzelili bombowiec Aichi D3A. Obserwatorzy na sąsiednich okrętach uznali to za bardzo szczęśliwy fart gdyż samolot przelatywał w sporej odległości od okrętów, ogień otwarła tylko "Helena". Wystrzelono 6 pocisków. Od stycznia do października pociski VT zestrzeliły na Pacyfiku 108 samolotów. Między październikiem 1944r. i sierpniem 1945r. pociski VT zestrzeliły 278 samolotów. Należy pamiętać, że tylko nieduża liczba wybranych okrętów dysponowała VT.

 

W  Europie - w obawie przed dostaniem się nowego wynalazku w ręce Niemców - dużo ostrożniej wprowadzano VT. Do pierwszego zestrzelenia doszło 6 stycznia 1943r. Niszczyciel "Swanson" jako jedyny okręt z zespołu otworzył ogień do przelatującego ponad 3 km dalej z prędkością ok 400km/h Ju 88. Do zniszczenia celu wystarczyło 9 pocisków. 10 stycznia "Swansona" zaatakował pojedynczy Bf 110, do zniszczenia samolotu wystarczyły dwa pociski.
           

Najbardziej spektakularny przypadek efektywnego użycia VT miał miejsce 11 maja 1945r. niedaleko Okinawy. Dwa amerykańskie niszczyciele znalazły się na drodze wielkiej wyprawy kamikadze (ok. 160 samolotów). Niszczyciele mężnie stanęły do walki, zostały ciężko uszkodzone, ale w ciągu krótkiego czasu zestrzeliły 40 samolotów!
Od czasu wprowadzenia pocisków do uzbrojenia na początku 1943r. do końca tegoż roku wystrzelono ok. 9100 VT i 27200 sztuk pocisków z klasycznym zapalnikiem czasowym (127mm). 51% zniszczeń zapisano po stronie VT, oznacza to trzykrotnie wyższą skuteczność pocisków technologii VT.
W okresie od 10.1944r. do 01.1945r. przy użyciu klasycznych pocisków zestrzelono 19 kamikadze zużywając ok. 1160 pocisków. Pociski VT posłużyły do zestrzelenia 24 kamikadze przy użyciu zaledwie 310 pocisków!

 

Praktycznie jedyną wadą VT była ich zawodność sięgająca nawet 50%. Konstruktorzy w obawie przed przedwczesnym wybuchem ustawiali mechanizm zabezpieczający "przesadnie mocno". Nie zanotowano żadnego incydentu z przedwczesnym wybuchem itp.
Do czasu pojawienia się pocisków VT zestrzelenia pojedynczymi pociskami były nagradzane odznaczeniami i urlopami, później stały się powszechne i nie były premiowane tak często.
Brytyjskie statystyki użycia VT były podobne. Artyleria walcząca przeciwko V-1 swoją skuteczność zawdzięcza właśnie pociskom radiolokacyjnym.

Przedstawione statystyki mają charakter "orientacyjny". Do załogi okrętu zaopatrzonego w VT przydzielano "eksperta" odpowiedzialnego za prawidłowe wdrażanie amunicji i prowadzenie statystyk. Zazwyczaj byli to doświadczeni artylerzyści. Wydano im rozkaz zabraniający angażowania się w walkę. Mimo to w bitwie porzucali swoje zadania i stawali do walki. Wielu z nich za swoją postawę otrzymało wysokie odznaczenia.

VT rozwijano także dla pocisków artylerii lądowej.
 

W amerykańskich opracowaniach zapalnik zbliżeniowy VT umieszczany jest na trzecim miejscu - za bombą atomową i radarem - wśród wynalazków, które przyczyniły się do upadku Japonii. VT położyło kres klasycznym japońskim atakom lotniczym na okręty. Zapalnik radiolokacyjny był bardzo skrywanym sekretem. Szczegóły techniczne ujawniono dopiero pod koniec lat 70. XX w.