Rozmowa z Sebastianem KawąAutor:Jacek Waszczuk w dniu:2012-12-02 13:43:18

/Na pierwszym planie bohater rozmowy - Sebastian Kawa/

 

Udało nam się namówić Sebastiana Kawę tuż po powrocie z RPA do odpowiedzi na kilka pytań:

Jacek Waszczuk: Na początek zapytam o wrażenia z Afryki?
Sebastian Kawa: Niesamowicie piękny kraj. Bogaty, zorganizowany, ze wspaniałą przyrodą. Przyznam, że poza granicami dużych miast spodziewałem się dużo gorszej sytuacji. W Afryce są przecież miejsca, gdzie ludzie walczą o przetrwanie, ale to zdaje się nie dotyczy RPA. W miejscu, w którym byliśmy, w centrum ogromnego rezerwatu dzikiej zwierzyny „Tswalu” od 43 lwów odgradzał nas jedynie niski płotek wokoło pasa startowego, ale czuliśmy się bardzo bezpiecznie pilnowani przez taką ochronę. To chyba najbezpieczniejsze miejsce na świecie...
Nieco gorzej było podczas lotów szybowcem, gdy trasy przebiegały nad bezkresnymi wydmami Kalahari, gdzie nie było łączności i możliwości lądowania. Kiepska, wilgotna pogoda, pogarszała jeszcze sytuację. Na skutek obfitych, od dawna niespotykanych opadów Kalahari bardziej przypominała wielkopolskie łąki niż piaszczystą pustynię. Cieszyły się z tego wszystkie żywe stworzenia, ale nam sprawiało to sporo kłopotu. Udało się wykonać kilka przelotów ponad 800 km, ale ani pogoda, ani krótki dzień nie dawały szans na magiczne 1000 km.
Nasza wyprawa, wspólny obóz szybowcowy drużyny RPA i zaproszonych mistrzów świata, została ufundowana przez Strilli Oppenheimer, córkę jednego z prekursorów szybownictwa w RPA. Fundując Helli Lasch Challenge w ten sposób sławi wspaniały sport, który uprawiał jej ojciec i czci jego pamięć. Helli uciekł przed zawieruchą wojenna do RPA i tam rozpoczął swoją przygodę z szybownictwem. Był jednym z pionierów i wykonał wiele niesamowitych przelotów. Przez wiele lat co weekend podejmował wyzwanie przelotu nad górami Lesoto z Johanesburga do Durbanu. Nigdy mu się nie udało. Był również jednym z fundatorów budowy pierwszego prawdziwie współczesnego laminatowego szybowca BS1. Jego konstruktorem był student Akaflieg Braunschweig.

 

 

 

J.W.: Przyszła wiosna, jakie plany startowe w rozpoczynającym się roku: Grand Prix, Mistrzostwa Europy? Jakieś inne zawody?
S.K.: Niestety, w tym roku niefortunnie dobrano terminy zawodów szybowcowych. Tak, że zawody Grand Prix pokrywają się w terminach z Mistrzostwami Europy. Nie można wystartować w obu zawodach i z tego powodu wybrałem Mistrzostwa Europy na Słowacji. Wielokrotnie już latałem nad górami naszych południowych sąsiadów i nawet drużynowo mamy dużo większe szanse na wygraną. Los zawodów GP jest w tym roku niepewny, ze względu na kłopoty organizacyjne w Wasserkupe. Poza tym wybieram się na zawody wiosenne w Prievidzy na Słowacji, na Żarze i Mistrzostwa Polski w Zielonej Górze. Same ciekawe miejsca i oby pogoda nam dopisała.

J.W.: Muszę się przyznać, że dokładnie śledziłem wszelkie doniesienia z Ameryki Południowej. Kolejne informacje o wykonanych przelotach były niesamowite: 1600 km, ponad 2000 km. Czy moglibyśmy dowiedzieć się czegoś więcej o przelotach nad Andami?
S.K.: Jest to zupełnie inny rodzaj latania szybowcowego, które normalnie kojarzy się nam z lotami w pełnym słońcu pod cumulusami. Nad Pampą lataliśmy na 6-8 tysiącach metrów, non stop podłączeni do rurki z tlenem i przy siarczystym mrozie do minus 40 stopni. By tam latać trzeba sobie radzić w lotach bez widoczności i być przygotowanym na to, że czasem najbezpieczniej jest wylądować na odległym lotnisku grubo po zachodzie słońca. Jesteśmy jednym z niewielu aeroklubów na świecie, który uczy takich umiejętności. Nasza wyprawa, trzech pilotów z Bielska Białej, miała rozeznać jak się tam lata i czy mamy szanse na zorganizowanie liczniejszej wyprawy z Polski. Miałem nadzieję, że uda się może poprawić jeden czy dwa rekordy Polski a na koniec pobytu miałem do wypełnienia 9 formularzy zgłoszeń... Nie trafiliśmy na dobry sezon, ale pomimo to warunki były dla nas niesamowite. Niestety dowiedzieliśmy się również jak wielkie kłopoty wiążą się z czasowym importem szybowców do Argentyny, co znacznie oddala perspektywę wysłania tam polskich szybowców w przyszłości. Może po mistrzostwach w 2012 roku to się zmieni.

 


J.W.: Czy to właśnie podczas grudniowego pobytu w Argentynie zrodził się pomysł przelotu na trasie 5000 km z przeczekaniem nocy na żaglu?
S.K.: Takie pomysły są już od dawna i nie ma technicznie przeszkód by tego dokonać. Problemem są przepisy. W tej chwili w nocy szybowcem w Argentynie można latać do 800 stóp i tylko w rejonie lotniska. Tam gdzie lataliśmy, w Bariloche, łatwiej by było przeczekać noc na fali, która jest pewna i bardzo regularna. Taki rekord nie byłby zarejestrowany w tej chwili przez FAI.

J.W.: Przeczekanie nocy na żaglu lub na fali, czy przeprowadzenia takiego lotu jest do zaakceptowania przez FAI, która zastopowała ustanawianie szybowcowego rekordu długotrwałości lotu, czy zakazała lotów nocnych?
S.K.: No właśnie. Ale nawet teraz w Argentynie startuje się do lotów VFR w dzień pół godziny przed wschodem i można lądować pół godziny po zachodzie czego u nas zakazano. Jean Marie Clement, który użyczał nam w Argentynie swojego Nimbusa regularnie organizuje nocne loty szybowcem na lotnisku komunikacyjnym w Bariloche, by podtrzymywać uprawnienia i by wszyscy wiedzieli, że takie loty na szybowcu są możliwe.

J.W.: Chciałbym jeszcze pociągnąć temat Ameryki Południowej. Zwycięstwo w 3 Grand Prix w Chile a następnie dwutygodniowy pobyt w Argentynie pokazał jakie czają się tam możliwości - czy to znak, że myślisz o powrocie tam w grudniu tego roku?
S.K.: Może, gdyby było więcej chętnych, którzy mieli by ochotę posłać tam swoje szybowce z Polski. Szybowiec w klasie 15m z napędem byłby idealny na taką wyprawę, bo łatwo wylądować na drogach gdy nie ma innych możliwości a w tej klasie jest sporo rekordów do poprawienia. Do Argentyny można wwieźć tylko swój prywatny sprzęt a jednocześnie nie ma tam wielu szybowców, które by można było pożyczać a dodatkowo jest to kosztowne.

 


J.W.: Czytając Twoją stronę odniosłem wrażenie, że bardziej lubisz latać w zawodach typu Grand Prix, niż klasycznych, gdzie najczęściej musisz walczyć nie z poszczególnymi zawodnikami, lecz z drużynami (tak było w 2010 roku podczas Mistrzostw Świata w Previdzy, gdzie dobrze współpracująca grupa czterech zawodników niemieckich cały czas deptała po piętach). Czy to prawda?
S.K.: Kieruję się raczej tym gdzie będą rozgrywane zawody, niż typem szybowca, na którym będę startował i rodzajem konkurencji. Również z powodu braku innych możliwości musiałem się przez wiele lat ograniczać do szybowców tańszych i dostępniejszych a więc klasy club i PW5. Dopiero na Dianie mogłem startować w klasie 15 w GP. W zawodach klasycznych dobrze mieć partnera do latania i dobrze gdy dysponuje się jednakowym, dobrym sprzętem. Niestety w naszych warunkach tego nie udało się spełnić i wole GP, w którym łatwiej latać samotnie. Latanie w parze daje dużą przewagę. Przykładem tego był start naszych dwóch bardzo dobrych pilotów, na bardzo dobrych i równorzędnych szybowcach. Zbyszek i Karol w bardzo trudnych warunkach na Węgrzech wprost zmiażdżyli konkurencję. **

J.W.: W tym miejscu zaplanowałem pytanie o start w Grand Prix - czy po raz kolejny na Dianie2, ale okazuje się, że nie wystartujesz...
S.K.: Nie, zawody pokrywają się z Mistrzostwami Europy, na których będę startował w klasie STD na Discusie.

J.W.: Pytam o Dianę bo czytałem Twoją wypowiedź o szybowcu JS Revolution, napisałeś o nim sporo ciepłych słów. Czy oznacza to, iż na tę chwilę byłby to najbardziej oczekiwany przez Ciebie szybowiec w zawodach?
S.K.: Od początku powstania klasy 18 m marzył mi się start w tej grupie. Do tej pory nie udało się. A faktycznie, jeśli chodzi wybór szybowca w tej chwili wybrał bym JS1. Bardzo mi się podobał, a miałem już okazję latać dla porównania na Ventusach, ASG i Lak17. Następne MŚ będą w Texasie i będziemy się starali by koledzy, którzy będą bronili tytułu dostali te szybowce. Zbyszek i Karol ** dobrze się rozumieją w powietrzu więc dobrze by nadal stanowili zespół w Uvalde.

J.W.: Szybowce nowej klasy 18 metrowej nie są tak drogie jak największe superorchidee a posiadają znakomite własności - czy to jest docelowa klasa szybowców, na których chciałbyś startować w zawodach pozostawiając klasę 15 metrową?
S.K.: Tak, to moja ulubiona klasa. Może kiedyś się uda w niej wystartować. Jak chodzi o inne szybowce nie wiem co się stanie w klasie otwartej gdy pojawi się concordia. Ta klasa nie rozwijała się przez długi czas i gdyby pojawił się nowy szybowiec może być bezkonkurencyjny. Nie będzie sensu mierzyć się z takim szybowcem, który lata dużo szybciej. W tej chwili jesteśmy skazani na wypożyczanie szybowców w tej klasie bo nie mamy swojego. Jak chodzi o klasę STD, do latania w górach jest to najgorsza klasa. Najbardziej niebezpieczna. Szybowce są przeciążone, kiepsko krążą i w pobliżu zboczy margines bezpieczeństwa jest dużo mniejszy. Pozostaje jeszcze klasa 15 w której mamy Dianę2. Jeśli szybowce bez certyfikatu nie zostaną wyłączone z zawodów FAI mam szansę na niej startować w Uvalde. Przyszły sezon rysuje się nieciekawie, będą dwie duże imprezy szybowcowe za oceanem - w Argentynie i w USA - co może ograniczyć nasze możliwości startów.


J.W.: W dotychczasowym lataniu sportowym więcej czasu poświęcałeś na latanie zawodnicze niż pobijanie/ustanawianie rekordów - czy to brak czasu?
S.K.: I brak możliwości. W tym roku wielki trójkąt FAI był poprawiany 3 razy i za każdym razem w Argentynie na fali. Ohlman, Clement i ostatecznie Ohlman. Obaj spędzili tam 10 sezonów. Nikt na płaskim terenie, gdzie są dużo lepsze pogody niż u nas, nie mierzy się z tak dużymi przelotami jak w Argentynie na fali. Cała tabela w klasie otwartej wypełniona jest już przelotami Klausa wykonanymi w Argentynie. By pobić rekord świata trzeba sporo czasu i pieniędzy.

 


J.W.: Gdy osiągałeś pierwsze sukcesy było to zaskoczenie dla większości. Czy teraz nie jest trudniej wygrywać? Przecież większość czołówki lata pod hasłem „wygrać z mistrzem”? Nie da się teraz niespodziewanie polecieć inną trasą bo wszystkie oczy zwrócone są na Ciebie...
S.K.: Prawda. Łatwiej było zaskoczyć konkurentów na początku, ale teraz też wiem dużo więcej, niż 10 lat temu. Latamy również na porównywalnych szybowcach więc nikt nie ma tu przewagi. Dawniej trudno było latać ASH 25 przeciw ASW 22, albo SZD 55 przeciw Discus 2. Jeśli tylko uda nam się utrzymać odpowiednio dużą ilość dobrych pilotów to nadal będziemy mieli sukcesy.

J.W.: Jakie plany na przyszłość? Czy myślałeś może o założeniu szkoły mistrzów coś na wzór Klausa Ohlmana? Przecież jesteś jednym z najlepiej latających szybowników w górach!
S.K.:Nie mamy tak regularnej i pewnej pogody. To jest możliwe w Prowansji, w Nowej Zelandii czy Argentynie, gdzie warunki do latania są wyjątkowe. Zamiast tego w ramach klubu czy szkoły tak samo latam z innymi szybownikami. Ale nie widzę możliwości by z tego zrobić zawodowe zajęcie.


J.W.: Czego mogę życzyć na przyszłość?
S.K.: Byśmy nie musieli pożyczać szybowców na mistrzostwa świata.

J.W.: W takim razie tego życzę i dziękuję za rozmowę!



** Wspomniani w tekście Zbyszek i Karol to Zbigniew Nieradka i Karol Starszak - zdobywcy złotego i brązowego medalu podczas ostatnich mistrzostw świata w klasie 18 metrowej.