Rozmowa z pułkownikiem Zbigniewem Miturą, Dowódcą 7DL w Nowym GlinnikuAutor:Grzegorz Rola w dniu:2012-12-10 21:17:33

Grzegorz Rola: Pochodzi Pan z Radzynia Podlaskiego. Co sprawiło, że zainteresował się Pan lotnictwem?

Ppłk Zbigniew Mitura: Urodziłem się w Radzyniu Podlaskim, a pochodzę z okolic Kocka, jest to połowa drogi z Dęblina do Radzynia. Chyba każdy z chłopców w dzieciństwie marzył, by zostać strażakiem lub pilotem, ja również miałem takie marzenia. Chociaż mój tata chciał abym został rolnikiem, ponieważ pochodzę ze wsi i myślał że zostanę na gospodarstwie. Ja jednak chciałem spełnić swoje marzenia. Po szkole podstawowej wybrałem się na badania lotniczo-lekarskie, które były warunkiem dostania się do szkoły i udało się. Kolejnym krokiem było zdanie egzaminu do Liceum  Lotniczego w Dęblinie. Osiągnąłem sukces i dostałem się do szkoły.

 

 

Czy decyzja o zdawaniu do szkoły w Dęblinie została podjęta wcześniej? A może wynikała z tradycji lotniczych w rodzinie?

Po szkole podstawowej nie chciałem iść do liceum ogólnokształcącego, wybrałem liceum lotnicze oraz złożyłem dokumenty do technikum rolniczego. Dostałem się do obydwu szkół, jednak wybrałem oczywiście Dęblin. Na wybór liceum lotniczego miała również duży wpływ tradycja rodzinna, ponieważ mój brat cioteczny był już pilotem-instruktorem w Tomaszowie Mazowieckim.

 

Dęblin dla tych, którzy interesują się lotnictwem to miejsce magiczne. Jak wyglądała rzeczywistość po dostaniu się do szkoły? Czy było ciężko? Czy trudy nauki nie były zbyt wielkie? Czy decyzja o byciu pilotem śmigłowca była związana ze zdrowiem czy raczej pasją?

Trudno powiedzieć czy szkoła w Dęblinie była trudniejsza od innych szkół tego typu. Trzeba przyznać, że wielu z nas nie dawało sobie rady i byli zmuszeni do zmiany szkoły. Myślę, że każdy kto zdawał do tej szkoły był świadomy tego, że będzie musiał nauczyć się wielu przedmiotów technicznych oraz przystosować się do rygoru panującego w szkole. Wakacje spędzaliśmy na obozach spadochronowych i szybowcowych. Były to nasze pierwsze kroki w lotnictwie, więc nikt nie myślał o innych wakacjach. Czas spędzony w szkole wspominam bardzo dobrze. Spotkałem tam wspaniałych wykładowców oraz instruktorów, którzy dobrze przygotowali mnie do bycia oficerem oraz nauczyli podstaw pilotażu. Również nie brakowało czasu na życie prywatne i zabawy. Decyzja o byciu pilotem śmigłowca została podjęta przypadkowo. Zawsze marzyłem, aby zostać pilotem-instruktorem na TS-11 „Iskra”. Po drugim roku WSOSP-u zapadła decyzja, aby połowę rocznika pilotów samolotów naddźwiękowych przenieść na kierunek śmigłowcowy. Trochę przez przypadek, a trochę przez niezdecydowanie zostałem przeniesiony na kierunek pilota śmigłowcowego. Jednak z perspektywy czasu nie żałuję i dziękuję losowi, że tak się stało.

 

Trzykrotnie wykonywał pan zadania w Polskim Kontyngencie Wojskowym w składzie Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych w Republice Iraku oraz w 2008r. w składzie Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa w Islamskiej Republice Afganistanu. Proszę opowiedzieć jak wygląda taka misja w roli pilota śmigłowca? Na jakim sprzęcie Pan latał?

Tak się zdarzyło, że na każdej dotychczasowej zmianie latałem na innym typie śmigłowca oraz pełniłem inną funkcję. Na pierwszej zmianie byłem zastępcą dowódcy eskadry i latałem na śmigłowcu W-3 „Sokół”. Na kolejnej zmianie byłem oficerem operacyjnym i latałem na Mi-8. Na ostatniej zmianie w Afganistanie latałem na śmigłowcach Mi-17 jako zastępca dowódcy Samodzielnej Grupy Powietrznej. Praca pilota na misji jest bardzo trudna. Wszyscy wiemy, że najtrudniejsze zadania jakie wykonują żołnierze na misji to zadania wykonywane poza bazą. Właśnie tylko takie zadania wykonują piloci. Z jednej strony wykonujemy zadania, do których jesteśmy dobrze przygotowani i zcertyfikowani, ale z drugiej strony zadania te trzeba wykonywać w ekstremalnie trudnych warunkach. Temperatury dochodzą do maksymalnych w jakich mogą być użytkowane śmigłowce, na dodatek trzeba nałożyć na siebie kamizelkę kuloodporną oraz hełm. Dodatkowo operowanie w górach powoduje, że każdy start  i lądowanie wykonywane jest na maksymalnych parametrach i nie można pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Jednak najtrudniejsze jest to, że podczas każdego lotu jesteśmy narażeni na ostrzał. Nawet zwykła awaria, która może zmusić pilota do lądowania w terenie przygodnym może doprowadzić do bardzo skomplikowanej i niebezpiecznej sytuacji.

 

Czy bycie na misji jest niebezpieczne dla pilota?

Tak jak wspomniałem wcześniej, misja jest bardzo niebezpieczna. Szczególnie wtedy, kiedy wykonujemy zadania. Należy pamiętać, że przed misją skupiamy się na tym, aby każdy pilot był do tych zadań przygotowany. Dodatkowo na misji mamy opracowane procedury na wypadek sytuacji awaryjnych. Miałem również dość trudną sytuację podczas pierwszej misji w Iraku, gdy w locie do Bagdadu miałem samoczynne wyłączenie silnika połączone z olbrzymim hukiem. Odgłos, który towarzyszył wyłączeniu spowodował, iż byliśmy przekonani, że uderzyła w nas rakieta. Dopiero po kilku sekundach okazało się, że drugi silnik pracuje i pilotowanie śmigłowca jest możliwe. Zawróciliśmy do Babilonu. Jednak powrót był niemożliwy, ponieważ przekroczylibyśmy parametry silnika na którym wykonywaliśmy lot. Zdecydowaliśmy się na lądowanie w pobliskiej amerykańskiej bazie. Poprosiliśmy o miejsce do lądowania samolotowego, ponieważ na jednym silniku nie było możliwości wylądowania śmigłowcowego z zawisu. W kilka minut Amerykanie przygotowali nam miejsce do lądowania, zablokowali drogę asfaltową w bazie i mogliśmy bezpiecznie wylądować.

 

Rok 1989 przyniósł w Polsce przemiany. W polskim lotnictwie objawiło się to większym odsetkiem kobiet zdających do Dęblina. Wiem, że w niedługim czasie na MiG-29 „wylaszuje” się kobieta-pilot. A jak wygląda sprawa w 7 DL? Czy w Dywizjonie służą kobiety piloci?

To prawda. Kiedy ja studiowałem w Dęblinie nie do pomyślenia było, aby razem z nami studiowały kobiety. Ja osobiście jestem przeciwny takim zakazom, jednak trzeba zawsze pamiętać że jeżeli kobieta decyduje się, aby zostać pilotem musi spełnić takie same wymagania jak mężczyźni. Nie można pozwolić sobie na niższe wymagania w stosunku do kobiet, tak jak to ma miejsce np. podczas egzaminu z WF-u. W powietrzu musimy wszyscy reprezentować ten sam poziom. Trudno mi jest ocenić czy kobieta poradzi sobie za sterami samolotu naddźwiękowego. Myślę że instruktorzy na samolotach podejmą słuszną decyzję. Na pewno łatwiejsze jest pilotowanie śmigłowca lub samolotu transportowego i mamy przykłady, że kobiety świetnie sobie radzą z pilotowaniem tych statków powietrznych. Aktualnie w 7DL służą cztery panie-pilot.

 

Jak wygląda współpraca z kobietami-pilotami?

Myślę, że na to pytanie najobiektywniej odpowiedziałyby same panie-pilot. Z mojej strony jak najbardziej pozytywnie. Wymagania jakie stawiam dla kobiet są takie same jak dla mężczyzn, dlatego podziwiam te Panie. Muszą się one dużo napracować, aby spełnić te wszystkie wymagania. Pani-pilot z najdłuższym stażem pracy w 7DL nie miałem jeszcze okazji poznać, ponieważ aktualnie wychowuje dzieci i jest na urlopie wychowawczym. Pozostałe Panie mają 2-3 letni staż pracy, są w trakcie szkolenia i radzą sobie całkiem dobrze. Wszystkich szkolonych traktujemy jednakowo i myślę że to tworzy normalną atmosferę. Choć czasem trudno przyznać, że kobieta jest w jakimś elemencie lepsza od mężczyzn, ale musimy się tego nauczyć i akceptować takie sytuacje.

 

Pełni Pan obowiązki Dowódcy od marca 2011r. Jakie są największe wyzwania jako Dowódcy 7DL?

Najważniejsze jest oczywiście bezpieczeństwo lotów, ponieważ jeżeli zdarzyłaby się katastrofa, to cała ciężka praca poszłaby na marne. Jako dowódca zdaję sobie sprawę, że bezpieczeństwo lotów to nie tylko piloci i przepisy dotyczące lotów. Oczywiście zdaję sobie także sprawę z tego, że nie można uniknąć incydentów związanych z awariami sprzętu itp., ale dobre szkolenie i przygotowanie personelu pozwoli na uniknięcie katastrofy. I to jest moje wyzwanie w pracy, aby podwładnym zapewnić takie warunki, aby każde zadanie można było wykonać bez podejmowania zbędnego ryzyka.

 

Jaki sprzęt latający mają do dyspozycji piloci w 7DL?

W naszym dywizjonie posiadamy różnej serii śmigłowce W-3 „Sokół”. Jest to śmigłowiec wielozadaniowy polskiej produkcji.

 

Jak wygląda dzień służby?

Stałym elementem jest poranna odprawa, na której spotykam się ze swoimi podwładnymi. Skupiamy się na zadaniach, jakie zaplanowali sobie na ten dzień oraz na odprawie. Na koniec dnia rozliczamy te zadania lub dyskutujemy nad rzeczami, których nie udało się zrealizować. Planujemy kiedy możliwe będzie ponowienie niewykonanych zadań lub w jaki inny sposób możemy je zrealizować. Inaczej zaczynamy tydzień w Dywizjonie. Spotykamy się rano w poniedziałek z całością Dywizjonu. Następnie spotykamy się w piątek, kiedy podsumowujemy cały tydzień. W pozostałym czasie staram się uczestniczyć w zajęciach w jakimś pododdziale, czasami w lotach. Jednak najwięcej czasu zabiera mi dekretowanie dokumentów, spotkania, narady, rozwiązywanie problemów itp.

 

Jakie są pańskie zainteresowania poza lataniem?

Z żalem muszę przyznać, że nie wystarcza mi czasu na moje zainteresowania. Najbardziej lubię spędzać wolny czas w domu z rodziną, w moim małym ogródku. Lubię także spotykać się ze znajomymi. Oczywiście dobra książka lub wyjazd do kina z rodziną to miłe chwile kiedy mam wolny czas.

 

Trwa przetarg na śmigłowce w Wojsku Polskim. Jakie jest Pana zdanie na ten temat? Jaki nowy śmigłowiec widziałby Pan w 7DL?

Każdy z nas chciałby mieć nowy samochód, tak i każdy pilot chciałby latać nowym samolotem lub śmigłowcem. Moim zdaniem śmigłowiec wielozadaniowy to w obecnej chwili dobry wybór dla polskiej armii. Można spotkać się ze stwierdzeniem, że jeżeli coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Jest w tym trochę prawdy, jednak w obecnej sytuacji finansowej jest to słuszna decyzja. Nie jest tajemnicą, że w najbliższym czasie Wojsko Polskie będzie potrzebować wyspecjalizowanych śmigłowców uderzeniowych i transportowych. Wypełnienie tego czasu śmigłowcami wielozadaniowymi pozwoli przygotować pilotów i personel techniczny do łatwiejszego przejścia przez początkowy okres użytkowania tych śmigłowców.

 

Pana marzenia?

Moim marzeniem są podróże, jednak oprócz dość częstych wyjazdów służbowych oraz jednego wyjazdu corocznego na wakacje na razie nie mam innych możliwości.

 

Czy poza Dywizjonem realizuje Pan swoją pasję jako pilot?

Tak, jestem licencjonowanym zawodowym pilotem śmigłowca. Wielka szkoda, że my jako piloci wojskowi nie możemy egzaminów w powietrzu wykonywać na wojskowych statkach powietrznych. Ja osobiście podjąłem taką próbę. Otrzymałem zgodę od przełożonych na szkolenie na Sokole z licencjonowanym pilotem egzaminatorem. Jednak wojskowe śmigłowce nie posiadają odpowiednich certyfikatów wymaganych przez Urząd Lotnictwa Cywilnego. Kompletna paranoja - tak jakby wojskowe statki powietrzne nie przechodziły odpowiednich sprawdzeń i dopuszczeń. Niestety takie jest prawo i nic nie da się zrobić - taką pisemną odpowiedź otrzymałem z ULC. W taki sposób, aby pilot wojskowy posiadł licencję musi ponosić dość duże koszty.

 

Jakie ma Pan plany i marzenia jako pilot, jako Dowódca?

Tak naprawdę moje marzenia już się spełniły. Jestem dowódcą jednostki, pilotem z dość dużym doświadczeniem, ponad 2 tysiące godzin spędzonych w powietrzu na 5 typach statków powietrznych. Mam wspaniałą rodzinę, na którą zawsze mogę liczyć. Może chciałbym, aby piloci w moim dywizjonie byli bardziej doświadczeni. Przyznaję, że jestem pełen podziwu dla ich zaangażowania w pracy, ich wiedzy a także dla ich poczucia odpowiedzialności i bezpieczeństwa z jakim wykonują zadania lotnicze. Myślę, że za kilka lat ciężkiej pracy będzie to jedna z najlepszych jednostek lotniczych.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Wywiad został przeprowadzony w dniu 27.06.2012r. w 7DL Nowy Glinnik.

 

Ppłk. Zbigniew MITURA urodził się 23 października 1972r. w Radzyniu Podlaskim. Służbę wojskową rozpoczął w 1991r. w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Po jej ukończeniu w 1995r., został wyznaczony na stanowisko pilota – instruktora w 47. Szkolnym Pułku Śmigłowców w Tomaszowie Mazowieckim. Od 1997r. sprawował stanowisko pilota – nawigatora w 2. Pułku Kawalerii Powietrznej oraz 7. Pułku Ułanów Lubelskich w 25. Dywizji Kawalerii Powietrznej. Od 2000r. był Zastępcą Dowódcy Eskadry w 7DL Nowy Glinnik. Po ukończeniu Akademii Obrony Narodowej w 2001r. został wyznaczony na stanowiska między innymi Dowódcy Klucza Śmigłowców w 7. Dywizjonie Lotniczym oraz Zastępcy Dowódcy Dywizjonu w 1. Dywizjonie Lotniczym w Leźnicy Wielkiej. Major pilot Zbigniew Mitura dwukrotnie wykonywał zadania w Polskim Kontyngencie Wojskowym w składzie Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych w Republice Iraku oraz w 2008r. w składzie Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa w Islamskiej Republice Afganistanu. W swojej nienagannej służbie był wielokrotnie wyróżniany i nagradzany za swój profesjonalizm i rzetelność. Z dniem 22 marca 2011r. został mianowany do stopnia podpułkownika i wyznaczony na wyższe stanowisko służbowe - Dowódcy 7. Dywizjonu Lotniczego w Nowym Glinniku. W uroczystości przyjęcia obowiązków uczestniczyła żona Beata oraz córka Sylwia. Żona podpułkownika pilota Zbigniewa Mitury – młodszy chorąży Beata Mitura obecnie służy w Powietrznej Jednostce Ewakuacji Medycznej w Nowym Glinniku na stanowisku starszego – instruktora w Grupie Powietrznej Ewakuacji Medycznej.