Rozmowa z Martą NajfeldAutor:Jacek Waszczuk w dniu:2016-11-09 13:05:37

Marta Najfeld - jedna z najlepszych polskich szybowniczek ostatnich lat. Zawodowo pilot dyspozycyjny, pełna humoru i energii kobieta. W 2011 roku startowała w Szybowcowych Mistrzostwach Świata Kobiet plasując się na czwartej pozycji w klasie Club.

 



Jacek Waszczuk - Cześć, cieszę się, że dałaś się namówić na rozmowę.

Marta Najfeld - Nie ma sprawy, zawsze chętnie mówię o lataniu. Jeszcze możesz żałować, że chciałeś słuchać, bo mogę mieć problemy ze skończeniem.

JW - Jesteś jedną z najlepszych polskich szybowniczek ostatnich lat, ale z tego co słyszałem nie byłaś typowym maniakiem latania od dzieciństwa, od czego więc to się zaczęło?

MN - Dzięki za komplement. Nie czuję się specjalnie lepsza od innych, ale tak jakoś wychodzi z wyników w zawodach i na tym bazującym rankingu pilotów szybowcowych. A zaczęło się nietypowo. Nietypowo dlatego, że większość szybowników została tym zarażona przez rodziców, wielu z nich zaczynało jako modelarze. Ja do momentu kiedy zaczęłam latać nie miałam z awiacją absolutnie nic wspólnego. Nawet by mi wtedy przez myśl nie przeszło, że ja mogłabym kiedykolwiek sobie na to pozwolić. Jak widać jednak niespodzianki się zdarzają.

JW - Początki samodzielnego latania to szybowce, ale dość szybko doszło też latanie silnikowe?

MN - Zaczęło się od szybowców i chyba jak większość myślałam, że to taki etap przejściowy w drodze do „prawdziwego” latania. Tak też było na początku. Wyszkoliłam się podstawowo na samoloty na Wildze i szybowce poszły trochę w odstawkę. Ja wtedy z Wilgi praktycznie nie wysiadałam holując szybowce w Szczecinie. Tak było mniej więcej do 2005 roku, kiedy to zasmakowałam piękna latania szybowcowego w USA. Wtedy się uzależniłam i od tej pory ciągnęłam obie pasje w miarę równolegle. Zaczęłam startować w zawodach szybowcowych, latałam rekordowo w Nevadzie każdego roku i jednocześnie zdobywałam kolejne uprawnienia i licencje samolotowe.

 



JW - Patrząc na miejsca gdzie można było Cie spotkać to jesteś bardziej obywatelką świata, studia w Niemczech, praktyka w USA, czy taki rozrzut pomógł w zdobywaniu doświadczenia lotniczego?

MN - Zgadza się … i na koniec wylądowałam w Australii i wygląda na to, że na trochę tu zabawię. Oczywiście każde doświadczenie lotnicze czyni nas lepszymi pilotami. Fakt, że zasmakowałam tego w różnych krajach, a nawet na różnych kontynentach pozwala mi patrzeć na lotnictwo z szerszej perspektywy i jednocześnie czerpać to co najlepsze z każdego miejsca i doświadczenia. Nie zamieniłabym tych doświadczeń na nic.

JW - Chciałbym jeszcze zapytać o Stany Zjednoczone, czy to rzeczywiście raj dla zdobywania kolejnych uprawnień lotniczych?

MN - Zależy jak na to spojrzeć. Nie ma miejsc idealnych i lotniczego raju, ale wszędzie jest coś specyficznego czego nie można doświadczyć i nauczyć się nigdzie indziej. W USA najbardziej cenię sobie profesjonalizm moich instruktorów, fakt bezproblemowego latania i odbywania szkoleń na ogromnych międzynarodowych lotniskach w trudnym do znalezienia gdzie indziej natężeniu ruchu. U mnie przyczyniło się to do braku jakichkolwiek obaw podczas lotów w nieznane mi wcześniej miejsca na całym świecie. To bezcenne doświadczenie ułatwiło mi potem pracę jako pilot dyspozycyjny w niemieckiej firmie. Nie trzeba chyba wspominać aspektów językowych. Egzaminy ICAO z angielskiego zdałam w ULC z przysłowiowego marszu, bez jakiegokolwiek przygotowania na poziom 6. Więc chyba warto było.

JW - Będąc w USA w 2005 roku jednym lotem piątego lipca ustanowiłaś hurtem trzy rekordy czyli dwa rekordy polski i jeden światowy w przelocie po trasie trójkąta 100 km, czy to była pierwsza próba przelotu rekordowego?

MN - Tak. Celowałam w rekord Polski. Nie wiedziałam nawet jaki jest wynik aktualnego rekordu świata. Po udanym locie, dwóch rekordach Polski z ciekawości spojrzałam w internecie na aktualny rekord świata. Byłam o 10 km/h szybsza. Możesz sobie łatwo wyobrazić moje zaskoczenie i nieopisaną radość.

JW - Ustanowienie rekordu świata podziałało na tyle mobilizująco, że w sierpniu ustanowiłaś kolejne trzy rekordy kraju, złapałaś bakcyla do lotów tego typu?

MN - Zdecydowanie tak. Uwielbiam to choć wymaga to, pomijając wszelkie logistyczne przygotowania, niezwykłej mobilizacji samej siebie. To ja decyduję kiedy i gdzie polecę, ja przygotowuję sobie prognozy pogody, pilnuję by wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Łatwo jest czasem, po kilku nieudanych próbach w kolejnych dniach, zdecydować się nie lecieć i przegapić ten właściwy dzień. Ogólnie rzecz biorąc polega to na znalezieniu się we właściwym miejscu, we właściwym czasie, byciu codziennie w stuprocentowej gotowości i próbowaniu, próbowaniu, próbowaniu nie zważając na porażki, których oczywiście jest wiele więcej niż udanych lotów. Dużo faktorów, które muszą zagrać w jednym momencie.

 



JW - Bicie rekordów to trochę latanie na własnych warunkach, kiedy zaczęłaś startować w zawodach?

MN - W moich pierwszych zawodach wystartowałam już na początku mojego drugiego sezonu lotniczego w roku 2000. Miałam wtedy jakieś 50 godzin nalotu ogólnego i zawody były dla mnie taka porażką, że obiecałam sobie więcej już nigdy się w to nie bawić. Po pięciu latach znów spróbowałam … i było o wiele lepiej.

JW - Medal Mistrzostw Polski czy rekord co bardziej cieszy?

MN - Trudne pytanie. Medal dostaje się na świeżo, na zakończenie zawodów. Na zatwierdzenie rekordu, a wtedy dopiero można się z niego cieszyć, czeka się wiele miesięcy. Radość wtedy automatycznie przygasa. Choć przyznam, że na ścianie w domu wiszą oprawione dyplomy za rekordy świata. Ciężko więc to porównać. To dwa zupełnie różne osiągnięcia.

JW - Sporo znanych szybowników zawodowo lata w liniach lotniczych, z tego co wiem bardziej cięgnie Cię w stronę innej pracy?

MN - Sama już się w tym trochę pogubiłam. Skończyłam studia na Uniwersytecie Technicznym w Berlinie i jestem inżynierem od Techniki Lotniczej i Kosmicznej. Mam również uprawnienia, by rozpocząć pracę jako pilot w liniach lotniczych. Wszystko jest jeszcze otwarte choć nie ukrywam, że marzeniem by była praca jako pilot doświadczalny. Jest to idealne połączenie latania z pracą inżyniera. Patrząc za siebie stwierdzam, że wiele rzeczy w moim życiu, o których nawet nie śmiałam marzyc spełniło się. Dlaczego więc teraz miałoby być inaczej?

JW - Pomimo wyjazdów, gdy wracasz do Szczecina latasz w macierzystym aeroklubie jako instruktor szybowcowy, jesteś surowym instruktorem?

MN - Zależy co rozumiesz pod tym pojęciem. Nie denerwuję się, nie krzyczę na uczniów, nie straszę ich. Wymagam za to wiele i nie toleruję skrótów i prób robienia mnie na szaro. Lotnictwo to nie szkoła podstawowa i nikt nie jest do tego zmuszany. Jeśli więc ktoś się już na to dobrowolnie decyduje, to musi być świadomy, że trzeba się będzie poświecić. Na nagrodę w postaci nieopisanej satysfakcji trzeba będzie poczekać.

 



JW - W styczniu 2010 jednym przelotem ustanowiłaś trzy rekordy kraju w tym przelot 542,4 km po trasie z maksymalnie trzema punktami zwrotnymi. Czy jest to Twój najdłuższy przelot?

MN - Nie. Były również dłuższe przeloty, jednak z rożnych powodów nie kwalifikowały się do zgłoszenia jako rekord. Wspomniałam już, że do tego musi zagrać wiele czynników.

JW - Od początku latania sportowego rywalizujesz na szybowcach klasy 15 metrowej, czy to konieczność czy po prostu te najbardziej przypadły Ci do gustu?

MN - Tak naprawdę to rekordy były bite w klasie 15 metrowej, ale szybowce do których miałam dostęp były „tylko“ szybowcami klasy standard – czyli o jeden stopień słabsze. Szczęśliwie niedługo to się zmieni i wtedy szykuję zmasowany atak na wszelkie tabele rekordów. Konkurencjo drżyj!

JW - Pozyskanie sponsora na sezon lub dłużej rozwiązałoby sporo problemów z lataniem sportowym?

MN - Temat sponsorów w szybownictwie to niekończący się temat. Sport mało medialny ponieważ w ogólnej, zresztą bardzo mylnej opinii, mało widowiskowy. Długą i kamienistą drogę przeszłam w poszukiwaniu sponsorów i przyznam, że temat trochę odpuściłam. Myślę, że należy poświecić czas na zarabianie zamiast na szukanie sponsorów. Problem w tym, że wtedy czasu na latanie robi się bardzo niewiele. Zamknięty obieg.

JW - Czy to Ty będziesz pierwszą polską szybowniczą, która przeleci 1000 km?

MN - Jasne. Tajemnicą nie jest, że nad tym pracuję.

JW - Latałaś sportowo w Polsce, ale też USA oraz Australii. Jak znacznie różni się latanie w tych miejscach?

MN - Na ten temat można książkę napisać. Różnice są ogromne, ale nie można powiedzieć, że gdzieś jest dobrze, a gdzieś źle. Optymalnym rozwiązaniem byłoby połączenie przysłowiowych plusów ze wszystkich miejsc i stworzenie idealnych warunków. Nie wiem na ile to możliwe, bo wszyscy robią wszystko w ich mniemaniu najlepiej i trochę oporni są na zmiany. Natchniona zawodami napisałam kilka rozprawek na ten temat na moim blogu jakiś czas temu: www.mnajfeld.blogspot.com
Temat rzeka.

 



JW - Jak czujesz się w lataniu w górach? Czy planowałaś kiedyś loty w Andach?

MN - Szczerze podziwiam każdego, kto lata w Andach. Ja jestem pilotem typowo nizinnym i nie umiem czytać gór. Przyznam się bez bicia, że pewnie i dobrze czuję się tylko w górach Nevady Sierra Nevada lub White Mountains w Californii, które już całkiem dobrze znam. Pewnie to jest klucz do sukcesu i pozbycia się obaw. Może kiedyś się odważę na Andy …

JW - Patrząc na aktualną tabelę rekordów polski okazuje się, że ustanowiłaś już 21 rekordów, w tym w tym dwa rekordy oczekują na zatwierdzenie a trzynaście jest aktualnymi rekordami, jest jakiś szczególny, który czeka na pobicie przez Ciebie?

MN - Jest kilka, które są w zasięgu nawet na szybowcu, do którego mam teraz dostęp i w miejscu, w którym aktualnie przebywam. Mam je na oku i jeśli pogoda dopisze to oczekiwać na zatwierdzenie będzie znacznie więcej rekordów. Nietaktycznym byłoby zdradzanie, które rekordy konkretnie mam na myśli.

JW - Krajowa tabela rekordów świeci pustkami w klasie szybowców ultralekkich, czy to niechęć do latania takimi szybowcami?

MN - Nie tylko krajowa tabela, ale również tabela rekordów świata. Myślę, że jedynym powodem takiego stanu jest mała ilość szybowców ultralekkich i związany z tym trudny do nich dostęp. Nie ukrywam, że próbowałam wynająć taki szybowiec w wiadomym celu w USA i niestety mi się to nie udało. Może następnym razem.

 



JW - Czy miałaś okazję latać w Alice Springs gdzie Hans Werner Grosse seriami wykonywał tysiąckilometrowe przeloty?

MN - Do Alice Springs jeszcze nie dotarłam. Na razie odkrywam wschodnie i południowe wybrzeża tego ogromnego kraju. Chciałabym też kiedyś polatać wykorzystując zjawisko Morning Glory… Jeszcze wiele przede mną.

JW - Latanie to oprócz samej frajdy także piękne widoki, czy robisz zdjęcia z powietrza?

MN - Uwielbiam robić zdjęcia jednak w lotach rekordowych czy też podczas zawodów jest to trudne i jest to ostatnia rzecz, o której bym myślała. Zdecydowanie więcej robię ich poruszając się samolotem.

JW - Jakie plany na 2012?

MN - 2 stycznia rozpoczynam Mistrzostwa Australii w klasie Club. Będę latać na szybowcu Discus A. W lutym kolejne zawody w Australii, tym razem na SZD-55. W lipcu w planach jest kolejny wyjazd do USA i możliwe, że również Europa.

JW - Dziękuje za rozmowę i życzę spełnienia planów!

MN - Również dzięki.