Rozmowa z Maciejem Pospieszyńskim - indywidualnym Mistrzem Świata w akrobacji szybowcowejAutor:Jacek Waszczuk w dniu:2012-10-29 21:10:00

Maciej Pospieszyński

J.W.: Gratuluję mistrzostwa świata w Słowackiej Dubnicy. Przywiozłeś złoty medal indywidualnie, wygrałeś wiązankę znaną i cały program nieznany. Znaczy to, że zwycięstwo nie było działem przypadku lecz znakomitego występu ?

M.P.: Dziękuję za gratulacje. Na pewno występ był bardzo udany choć nie ustrzegłem się błędów, mimo to udało się osiągnąć cel, do którego dążyłem od kilku sezonów. Jestem bardzo szczęśliwy. Myślę, że to zwycięstwo było wynikiem ciężkiej pracy i dobrego przemyślanego treningu, w którym pomógł mi były trener kadry narodowej Adam Michałowski. Cieszę się również, że udało mi się wygrać program nieznany, moją ulubioną konkurencję.

 

J.W.: Sukces tym większy, iż w Słowackiej Dubnicy dopisała pogoda i udało się rozegrać sześć pełnych wiązanek wliczanych do klasyfikacji.Czy było dużo walki w powietrzu  i
stresu ?

M.P.: Tak rzeczywiście były to bardzo długie mistrzostwa. Pogoda dopisała, atmosfera super, a organizacja zawodów perfekcyjna. Stres jest nieodłączną częścią naszego sportu. W przypadku akrobacji szybowcowej przypomina to trochę skoki narciarskie. Stres narasta stopniowo w długim okresie czasu, a swoje maksimum osiąga przed lotem, który bez holu trwa zaledwie ok. 2-3 min. Największą sztuką jest umieć sobie z nim poradzić w tych kluczowych 2-3 minutach każdego lotu rywalizacji. Oczywiście, nie ustrzegłem się błędów, przez co w następnych lotach musiałem latać pod jeszcze większą presją.

J.W.: Przed mistrzostwami widząc listę startową naszych zawodników byłem praktycznie pewien, że zdobędziesz medal. W 2005 roku podczas Twojego pierwszego startu w szybowcowych mistrzostwach świata w akrobacji zająłeś 29 miejsce, po czterech latach w Hosinie w Czechach wskoczyłeś na dziewiątą pozycję. Przed rokiem w Toruniu było szóste miejsce, wg mnie progres wykazywał,   że w tych zawodach powinno być miejsce na „pudle”. Jak wyglądały Twoje przygotowania do tych Mistrzostw?

M.P.: Prawdę mówiąc po ubiegłorocznych mistrzostwach w Toruniu byłem mocno niezadowolony, liczyłem na podium w klasyfikacji ogólnej, jednak przygotowania nie przebiegły tak jak chciał.em Nie udało  mi się polatać pod okiem trenera i w każdym locie na mistrzostwach brakowało tych 2% do pudła. Najważniejsze jest nastawienie, jeśli nie wierzysz w sukces i rozpamiętujesz porażki nie zdobędziesz celu. Z tych doświadczeń starałem się wybrać pozytywy i na nich się skupić. Jednym z nich było to, że w tym roku, latałem bardzo równo. Najważniejsze, że wnioski które wyciągnąłem po minionym sezonie, pozwoliły mi w tym roku, pomimo pewnych problemów przygotować się do mistrzostw w niemal optymalny sposób. Generalnie skupiam się raczej na pozytywach, często wracam pamięcią do moich najciekawszych lotów i staram się wyciągać z nich to co najlepsze. Pomagają mi w tym nagrania z treningów z poprzednich lat które często oglądam i analizuję.

 

 

                                                      Fot.2                                                                                                               Fot.3

 

J.W.: Latanie szybowcami zacząłeś w 1998 roku. Twoje pierwsze loty to klasyczne pokonywanie tras, ale dość szybko odniosłeś sukces - 2002 roku wywalczyłeś tytuł mistrza polski juniorów. Czy był to impuls, by specjalizować się wyłącznie w lataniu na odległość i prędkość ?

M.P.: Nie do końca się zgodzę z ta opinią. Pierwsze zawody, na których wystartowałem w życiu to były Mistrzostwa Polski w Akrobacji Szybowcowej w Mielcu w 2001 roku. Dopiero rok później wystartowałem w zawodach przelotowych w których rzeczywiście szło mi bardzo dobrze, wygrałem KZS w Częstochowie oraz Mistrzostwa Polski Juniorów.

Na moich pierwszych KZSach bardzo pomógł mi Sebastian Kawa, który udzielił mi sporo cennych wskazówek oraz pożyczył aparat z którym dokończyłem zawody, ponieważ moje dwa uległy awarii. Był to bardzo szczęśliwy aparat. Przez długi czas startowałem równolegle w zawodach akrobacyjnych i przelotowych. Przełomowy okazał się rok 2005 kiedy wygrałem Mistrzostwa Polski Juniorów w klasie STANDARD i dostałem się do kadry narodowej w przelotach. To był moment, w którym musiałem podjąć decyzję co dalej. Znalazłem się w sytuacji, w której zrozumiałem, że nie da się dalej ciągnąć na wysokim poziomie akrobacji i przelotów. Decyzja nie była łatwa, ponieważ bardzo lubię latać zarówno na przeloty jak i na akrobację. Pod koniec 2005 r postanowiłem, że w następnym sezonie spróbuje powalczyć o miejsce w kadrze narodowej w akrobacji i jeżeli się to nie uda zostanę przy przelotach. Dzięki pomocy ówczesnego trenera Adama Michałowskiego ściągnęliśmy do Warszawy szybowiec Swift SP-3529, na którym wykonałem ok. 40 lotów na kredyt w Aeroklubie Warszawskim. Cel został osiągnięty, na MP zająłem 6 miejsce i załapałem się do kadry narodowej w Akrobacji Szybowcowej. Na przeloty latam dalej, ale bardziej rekreacyjnie lub jako instruktor z juniorami Aeroklubu Warszawskiego.

 

 J.W.: Od czego zaczęło się latanie na akrobację szybowcową? Kto był Twoim pierwszym instruktorem ?

M.P.: Jak zawsze najpierw były marzenia. W trzecim sezonie mając coś ponad 200 godzin nalotu, wybrałem się wreszcie do Rybnika, by uzyskać wymarzone uprawnienia do akrobacji szybowcowej. Miałem 19 lat, byłem młody, chudy i nie bardzo wyglądałem na akrobatę, pamiętam jedną śmieszną sytuację, zanim jeszcze zacząłem szkolenie. Pewien pilot akrobacyjny, kiedy powiedziałem, że przyjechałem się szkolić w akrobacji spojrzał na mnie i z uśmiechem powiedział „Ty synku na akrobację? Do pirata i na termikę co najwyżej”. Na szczęście nie przejąłem się tym zbytnio i dwa dni później siedziałem w kabinie Foxa razem z Tadziem Mężykiem, który wyszkolił mnie do akrobacji wyczynowej. Rok później zadebiutowałem w Mielcu na Mistrzostwach Polski.

                                                      

J.W.: Latanie szybowcem na akrobacje to konkurencja typowo techniczna, czyli wszystkiego trzeba się nauczyć i wytrenować. Czy jest tu miejsce na talent? Czy jest to coś, co pozwala wygrać z rywalami?

M.P.: Lot akrobacyjny to nie tylko wyćwiczone ruchy, ale przede wszystkim myślenie, przed, jak i w trakcie takiego lotu. W akrobacji bardzo ważne jest dobre zrozumienie wiązanki, prawidłowe zarządzanie energią szybowca oraz bieżące dostosowanie lotu do panujących warunków meteorologicznych. Przykładem może być wiązanka nieznana z tego roku, kiedy ewidentnie brakowało wysokości. Pomimo, że wiązanka rozpoczynała się całą beczką sterowaną w dół w kącie 45 stopni, rozpocząłem ją z lotu poziomego ze stosunkowo dużej prędkości ok. 160 km/h. To spowodowało, że musiałem tą figurę robić bardzo szybko, gdyż po całej beczce szybowiec zbliżał się szybko do Vne zyskałem jednak dodatkową energię, która odzyskałem i która pozwoliła mi zyskać ok. 50 m wysokości, a której  to brakowało w tej wiązance niemal wszystkim pilotom. Podsumowując: jak w każdym sporcie talent bez talentu się nie wygra, ale sam talent nic nie da. Ciężka praca na treningach i dobre przygotowanie to ok. 95% sukcesu, pozostałe 5% załatwi za nas talent.

 

                                 

 

J.W.: Podczas Mistrzostw w Dubnicy startowaliście w konkurencjach w nieco zmienionej formule. Czy mógłbyś wyjaśnić na czym polegały zmiany regulaminowe w stosunku do wcześniejszych mistrzostw?

M.P.: Tak, w Dubnicy po raz pierwszy wprowadzono nowy regulamin wyboru figur do wiązanek nieznanych. Do tej pory ekipy wybierały 28 figur z których Jury układało wiązanki. Każda ekipa miała ograniczenie maksymalnej ilości punktów za swoje figury. System ten gwarantował, że jeśli ekipa dała jedną bardzo skomplikowaną figurę to następne dwie będą już dość łatwe i nisko punktowane, dzięki temu nie było problemu z wysokością w wiązankach, a Jury mogło łatwiej ułożyć wiązanki. W tym roku do każdego programu nieznanego wybierano figury oddzielnie, a co za tym idzie, za każdym razem figury mogły być bardzo trudne. Jury musiało z 7 figur, które do siebie nie bardzo pasowały ułożyć wiązankę, a by to zrobić Jury mogło dodać dwie figury od siebie. Jak się okazało regulamin nie do końca się sprawdził. Ekipy wybierały figury, które wymagały dużo energii i pojawiał się problem z wysokością. Apogeum tej sytuacji była wiązanka, która na pierwszy rzut oka wymagała zbyt dużo wysokości. Po obleceniu tej wiązanki przez przedskoczka okazało się, że brakuje ok. 100-150 m żeby ja wykonać. Jury wycięło jedną figurę i lataliśmy ten program bez tej figury.

 

J.W.: Latanie na akrobację wymaga sporych funduszy. Czy jesteś w stanie podliczyć ile potrzeba, by w ciągu sezonu wykonać odpowiednią liczbę wiązanek treningowych oraz wystartować w zawodach z mistrzostwami świata włącznie? Pośrednio jest to pytanie o sponsora strategicznego, na ile pokrywa te wydatki?

M.P.: Tak, niestety latanie zawodnicze jest dość kosztowne. W tym roku wykonałem ok. 70 lotów treningowych. Licząc koszty dojazdów na treningi i zgrupowania oraz startów wydałem ok. 20 000 zł. Sponsor pokrył niecałą połowę tych wydatków. Resztę stanowiły moje oszczędności, pomoc mojego macierzystego Aeroklubu Warszawskiego oraz pieniądze pożyczone od znajomych, bez których na pewno nie mógłbym osiągnąć mojego celu na ten sezon. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy mi pomogli zarówno finansowo jak i w inny sposób, oraz oczywiście mojemu sponsorowi, firmie Dospel z Częstochowy. Te medale to ich wspólna zasługa. Nie mogę również zapomnieć o wsparciu Aeroklubu Częstochowskiego, w którym trenowałem w tym roku oraz o wparciu Aeroklubu Polskiego, który bardzo pomógł w usprawnieniu szybowca na którym startowałem.

 

 

 

                                                        Fot.5                                                                                                             Fot.6

 

J.W.: Latasz sportowo, latasz jako instruktor, a jaki masz stosunek do latania na pokazach typu air show? Czy myślałeś o tego typu występach? jest to chyba nieco inna odmiana akrobacji?

M.P.: Latanie na pokazach to zupełnie inny rodzaj latania, inaczej należy się do niego przygotowywać. Na pokazach na pierwszym miejscu zawsze musi być bezpieczeństwo. Jak mawiał mój instruktor: "świata nie zadziwisz, a na pewno nie zrobisz tego niebezpiecznym lataniem". Osobiście bardzo lubię latać freestyle, mogę wtedy wykonać figury, których nie wykonuje się na zawodach, a które są bardzo widowiskowe i przyjemne dla pilota. Zdarza się, że gdy jestem zmęczony treningami do zawodów wykonuje jeden lot dla siebie, właśnie taki freestyle. Po takim locie uśmiech od razu gości na twarzy i wraca motywacja do ciężkich treningów.

Na szybowcu można pokazać naprawdę wiele ciekawych rzeczy, których nigdy nie zobaczymy na zawodach. Ostatnio robiłem taki pokaz na zakończeniu Mistrzostw Świata. Pokazałem w nim np. beczkę szybką w kącie w dół z pozycji nożowej do nożowej, pętle w której górny odcinek pokonałem w pozycji nożowej oraz kilka ciekawych dla oka autorotacji. W najbliższą sobotę będzie można zobaczyć mój pokaz na lotnisku Bemowo, na imprezie Bemowo On Air z okazji 85-lecia Aeroklubu Warszawskiego. Czy będą pokazywał się na innych imprezach typu Air Show zależy tak naprawdę od tego czy zostanę na nie zaproszony no i oczywiście do tego czy będę miał udostępniony szybowiec na taką imprezę.

 

J.W.: Obecnie zdobyte mistrzostwo świata to największy sukces, ale nie wziął się z niczego - przed rokiem było złoto mistrzostw świata w drużynie, w 2010 czwarte miejsce indywidualnie podczas mistrzostw Europy. Czy znaczy to, że od lat idealnie dążyłeś do sukcesu, a  teraz odcinasz kupony z włożonej pracy?

M.P.: Idealnie to na pewno nie było. Droga była wyboista. Najważniejsze jednak to dążyć do celu, pomimo przeciwności losu, wierzyć w niego i nie przejmować się niepowodzeniami. Są momenty, kiedy wszystko idzie jak trzeba, ale są i takie, w których myślisz, że może trzeba sobie dać spokój z tym wszystkim. Latanie to całe moje życie i poświęciłem się temu w 110%. Nie mam stałej pracy, nie mam rodziny, nie mam kobiety. To sporo wyrzeczeń, ale na pewno warto było dla tych kilku chwil na podium. Prace na pewno w końcu znajdę, rodzinę założę, a to co osiągnąłem zostanie na całe życie. Gdybym nie wierzył, że mogę zostać Mistrzem Świata, to na pewno bym nim nie został. W lotnictwie bardzo ważne jest pozytywne myślenie, wiara w sukces i własne umiejętności. Tego często brakuje młodym pilotom stawiającym pierwsze kroki w sporcie szybowcowym, szczególnie wtedy, gdy doświadczają pierwszych porażek. Piloci, nawet ci najlepsi na świecie, to są tacy sami ludzie jak my, też kiedyś zaczynali i nie od razu zostawali Mistrzami. Przykładem dążenia do celu mimo wszystko jest dla mnie Robert Kubica. Osiągnął on w życiu coś, co wydawało się niemożliwe. Teraz ma trudne chwile. Bardzo mu kibicuje w powrocie na tor i  wierzę, że wkrótce wróci na tor, a najlepsze wyniki ma jeszcze przed sobą.

 

J.W.: Mistrzostwo świata dla innego Polaka po siedmiu tytułach mistrzowskich Jerzego Makuli może oznaczać, że we właściwy sposób mamy ustawione szkolenie w akrobacji? Do tego trzeba dodać drużynowy brąz w ostatnich mistrzostwach w klasie advanced?

M.P.: Myślę, że jeśli chodzi o szkolenie to mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Dobrym przykładem mogą być kraje takie, jak Niemcy czy Francja, gdzie akrobacja jest bardziej powszechna niż u nas. Na Mistrzostwach Niemiec w Akrobacji Szybowcowej startowało w tym roku 45 pilotów w dwóch klasach. Mamy dobrych instruktorów i trenerów, ale chyba nie do końca jeszcze umiemy to wykorzystać. Problemem są środki potrzebne na rozwój tej dyscypliny, brakuje sponsorów oraz systemu pozyskiwania takowych. Dowiedziałem się niedawno, że Francuzi dysponują budżetem 6 mln euro na swoją kadrę w akrobacji samolotowej. Mając takie środki można się skupić na profesjonalnym przygotowaniu do zawodów nie martwiąc się o nic. Przypomina to już bardziej profesjonalny zespół Formuły 1. Drużynowy brąz w kategorii advanced pokazuje, że mamy zdolnych młodych pilotów.

 

J.W.: Słyszałem, że myślisz przesiąść się z kabiny szybowca do samolotu akrobacyjnego? Na ile to realny pomysł?

M.P.: Tak naprawdę wszystko zależy od tego czy uda mi się pozyskać odpowiedniego sponsora, jeżeli miałbym próbować swoich sił w akrobacji samolotowej na zawodach międzynarodowych musiałbym przygotować się do nich na 100%, a to wymaga już dość dużych środków. Starty w zawodach samolotowych mając kilka, kilkanaście godzin treningu można traktować chyba tylko w kategorii dobrej zabawy. Aby dobrze przygotować się do zawodów samolotowych trzeba wylatać w sezonie minimum 40-50 h, oczywiście pod okiem dobrego trenera. Trener taki powinien dysponować dużym doświadczeniem zawodniczym na nowoczesnych samolotach akrobacyjnych, być dobrym instruktorem i najlepiej jakby miał pojęcie o sędziowaniu. W przeciwieństwie do akrobacji szybowcowej w akrobacji samolotowej nie widzę takiej osoby w naszym kraju. Czas pokaże, co przyniesie jutro. Na pewno w przyszłym sezonie chciałbym bronić zdobytego tytułu na szybowcach, jednak do akrobacji samolotowej ciągnie mnie bardzo mocno. Artur Kielak, z którym znam się dobrze pokazał, że da się pozyskać sponsorów również w naszym kraju. Szanuje go za to, że pomimo wszystko dąży do celu i się rozwija. Jego debiut w kategorii Unlimited na Mistrzostwach Świata to coś wielkiego dla całej akrobacji samolotowej w naszym kraju. Od lat nie mieliśmy przedstawiciela w tej klasie na zawodach międzynarodowych. Życzę mu jak najlepiej, na trwających właśnie Mistrzostwach Świata w Dubnicy, choć wiem że pojechał tam przede wszystkim po naukę i doświadczenie.

 

 

 

                                                        Fot.7                                                                                                              Fot.8

 

J.W.:  Czy akrobacja samolotowa jest porównywalna z szybowcową?

M.P.: Jeśli chodzi o akrobację samolotową to na pewno daje ona większe możliwości z racji posiadania silnika. Kategoria Advanced jest jednak przedsionkiem do prawdziwej akrobacji czyli klasy Unlimited, porównując szybowcowe Unlimited do samolotowego Advanced, przeskok nie jest jakiś ogromny. W szybowcach mamy nawet większy deficyt czasu podczas wiązanki z racji braku silnika. Oczywiście poziom Mistrzostw Świata to już inna liga, jednak zeszłoroczne występy Artura Kielaka w ME pokazały, że dołączenie do czołówki w tej klasie jest możliwe całkiem szybko pod warunkiem odpowiedniego podejścia do treningów.

 

J.W.: Podczas mistrzostw wykonuje się wiązankę dowolną, którą każdy zawodnik układa według swoich predyspozycji. Czy na kolejne mistrzostwa układa się nową wiązankę?

M.P.: Obecny kształt mojej wiązanki dowolnej jest efektem doświadczeń moich i Kuby Mężyka z poprzednich lat. O tym, że ten program osiągnął należyty poziom świadczy to, że zarówno ja, jak i Kuba za tą wiązankę zdobywaliśmy już medale na zawodach międzynarodowych. Jak mówi stara prawda, jeżeli coś jest dobre to nie należy tego zmieniać.

 

          

                                            Link do materiału flmowego: http://www.youtube.com/watch?v=PmAJz...feature=relmfu

 

 

J.W.: Czy są figury za którymi nie przepadasz?

M.P.: Właściwie nie ma figur których nie lubię. Są jedynie takie, które chciałbym poprawić. Do takich figur należą na przykład zakręty beczkami. Moimi ulubionymi figurami są z kolej beczki autorotacyjne.

 

  

                                                                                                                 Fot.9

 

J.W.: Po śmierci Neila Armstronga - pierwszego człowieka, który chodził po księżycu okazało się, że dedykowaliście mu swoje zdobycze medalowe. Czy oznacza to, że kosmosem czy astronautyką interesujesz się w jakiś szczególny sposób ?

M.P.: Tak naprawdę to był pomysł chłopaków, którzy wrócili z Mistrzostw w USA. Uważam, że to coś fajnego, tym bardziej że Neil Armstrong latał na szybowcach. To pokazuje, że szybownictwo zawsze stanowi przedsionek do wielkich osiągnięć.

 

J.W.: Większość osób uważa, że akrobacja jest niebezpieczna, ale jest chyba wręcz odwrotnie? Pilot akrobacyjny jest lepiej przygotowany do przezwyciężania nietypowych sytuacji w locie? (Statystyka pokazuję, że podczas zawodów w akrobacji od lat nie było wypadku)

M.P.: Niestety w naszym kraju pokutuje opinia, że akrobacja jest niebezpieczna. Prawda jest taka, że akrobacja prowadzi do poprawy bezpieczeństwa lotów. Piloci, którzy mają możliwość poznania nietypowych stanów lotu lepiej rozumieją pewne zjawiska. Co więcej pilot wyszkolony w akrobacji ma więcej czasu na reakcję w wielu sytuacjach, lepiej radzi sobie ze stresem, a co za tym idzie lata bezpieczniej. Dla mnie np. ideałem instruktora jest pilot, który równie dobrze radzi sobie z lataniem przelotowym jak i z akrobacją przynajmniej podstawową.


J.W.: Jakie masz plany sportowe?, Start podczas XVI Mistrzostw Świata w Akrobacji Szybowcowej w Finlandii? może pełną drużyną ?

M.P.: Na pewno będę chciał w przyszłym roku bronić medalu zdobytego w Dubnicy. Myślę, że będzie to trudne zadanie. Świadczy o tym to, że od kilku lat nikomu nie udało się obronić zdobytego tytułu Mistrza Świata. Motywacji na pewno nie zabraknie.

 

J.W.: Od lat zawodnicza akrobacja szybowcowa to szybowce Swift i Fox z wytwórni Margańskiego. Czy są różnice w ich pilotowaniu? A może szybowce wymagają nowych wersji ?

M.P.: Szybowce Swift i Fox pilotażowo to tak naprawdę dwie różne konstrukcję, Swift jest bardziej dynamiczny w pilotażu, szybciej się kręci, ale jednocześnie figury autorotacyjne są na nim nieco trudniejsze, rekompensuje to za to prędkością obrotową w beczkach sterowanych. Fox natomiast to szybowiec kręcący nieco wolniej i dla mnie trochę bardziej prawidłowo. Jego wadą jest natomiast brak chowanego podwozia w przypadku wersji dwumiejscowej (większe opory na dużych prędkościach) oraz wolniejsze beczki sterowane. Jest Jeszcze Solofox, który w pewnych elementach jest nieco lepszy od Swifta, a w pewnych sytuacjach nieco gorszy. Na pewno Swift pozwala na nieco bardziej dynamiczny styl latania od Foxa. Jeśli chodzi o modyfikacje to tak naprawdę stajemy powoli przed problemem sprzętowym w akrobacji szybowcowej, ponieważ szybowce Swift zbliżają się do swojego maksymalnego resursu i nie wiadomo co dalej. Swift nie jest już produkowany a co za tym idzie wszystko co mamy na Świecie to dwadzieścia parę egzemplarzy tego szybowca. Jesteśmy w sytuacji w której Świat patrzy na nas i czeka co zrobimy. Myślę że trzeba myśleć o całkowicie nowej konstrukcji która wypełniłaby powstającą lukę, Polska na pewno jest jednym z niewielu krajów który mógłby zbudować taki szybowiec, wszystko jak zawsze rozbija się o pieniądze. Co przyniesie Jutro zobaczymy…

 

J.W.: Jesteś jednym z pilotów filmujących czy fotografujących podczas lotu. Czym filmujesz i od kiedy?

M.P.: Ostatnio filmuję kamerami Go Pro Hero 2, wcześniej filmowałem również poprzednią wersją tej kamery oraz kamerą Contur HD. Początki to była kamera Mini DV montowana do zagłówka. Kamery wykorzystuje przede wszystkim do treningów. Czasami również zamontuje ją na zewnątrz szybowca, aby nakręcić jakiś ciekawy film.
 

 

J.W.: Dziękuję za poświęcenie nam czasu. Życzę kolejnych sukcesów!

M.P.: Mam nadzieję, że moje odpowiedzi są zadowalające i przybliżyły choć trochę charakterystykę naszego pięknego sportu. Jednocześnie mam nadzieję, że już za rok będę miał przyjemność odpowiadania na kolejne pytania.

 

Oczywiście jako uzupełnienie wywiadu zapraszam do odwiedzenia funpage: https://www.facebook.com/pospieszynskimaciej

A także odwiedzenie kanału na youtube: http://www.youtube.com/user/maciejpospieszynski

 

Wszystkie zamieszczone w artykule zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów Macieja Pospieszyńskiego.