Rozmowa z Dariuszem Stachurskim - liderem grupy akrobacyjnej ORLIKAutor:Jacek Waszczuk w dniu:2012-10-29 21:15:00

 

Kpt pil. Dariusz Stachurski - lider grupy akrobacyjnej "Orlik"; na co dzień instruktor szkolący
podchorążych w Radomskiej 42 BLSz, a w wolnym czasie
lider grupy akrobacyjnej Orlik.
Autor: Jacek Waszczuk

 

 

J.W.: Miniony 2011 rok stał pod znakiem przebudowy i modyfikacji Orlików. Oglądaliśmy zespół w ograniczonym składzie. Ile maszyn zobaczymy w tym roku ?

D.S.: Począwszy od 2012 roku przed zespołem pojawiły się nowe perspektywy na przyszłość. Chcielibyśmy wciąż reprezentować polskie Siły Powietrzne i popularyzować polskie lotnictwo i polski przemysł w kraju i za granicą. Takie właśnie możliwości daje nam nowy PZL-130 TC-II ORLIK. W 2012 roku zaczynamy gruntowną przebudowę zespołu. Nowy samolot i szkolenie nowych pilotów do zespołu. W tym roku będziemy latać (na dobry początek) w składzie sześciu samolotów, a po odbiorze kolejnych samolotów na przełomie 2012/2013 dołożymy starań żeby powiększyć zespół.

 

J.W.: Nowy sezon to nowe twarze w grupie, kto dołączył ?

D.S.: Z zespołu odszedł mjr Zbyszek KOSTERNA, a szkolenie rozpoczęli por. Bartosz NIEGRZYBOWSKI, por. Robert PACIOREK. Mamy nadzieję, że może jeszcze w tym roku „chwycą” oni za stery, a w przyszłym już na pewno będą zajmowali swoje miejsca w ugrupowaniu. To szkolenie wymaga sporo pracy. Lekko licząc około 40-50 lotów zanim będzie można polecieć na pokazach.

 

 

                                        fot: Grzegorz Rola                                                                            fot: Grzegorz Rola

 

 

J.W.: Czy przydzielono już miejsca, jakie nowi piloci zajmą w grupie?

D.S.: W roku 2012 skład zespołu wygląda następująco:

  1. kpt. Dariusz STACHURSKI – prowadzący

  2. kpt. Robert OSYS – prawe skrzydło

  3. por. Michał CZERWIEC – lewe skrzydło

  4. por. Michał ANIELAK – prawe skrzydło/para

  5. kpt. Krzysztof KIDACKI – lewe skrzydło/para

  6. kpt. Dariusz STAŃCZYK – solista/ zamykający

Instruktorem Pilotem będzie ppłk pil. Arkadiusz LEŚNIEWSKI

Komentatorem por. pil. Adam GINALSKI

 

J.W.: W Twojej sytuacji sytuacja raczej komfortowa, latałeś jako lider i tak pozostało.

D.S.: Nie wiem czy można tutaj mówić o komforcie. Jestem liderem dlatego, że pracuję na to i większość pilotów w zespole zgadza się abym ja był prowadzącym. Co roku siadamy razem i określamy kto zajmie jakie miejsce. Nie ma tutaj totalitaryzmu. Gdyby większość opowiedziała się za tym że prowadzić ma ktoś inny, nie miałbym nic do gadania. Należy również pamiętać, że zespół ma dowódcę ppłk pil. Arkadiusz LEŚNIEWSKIEGO oraz nad całością pieczę sprawuje d-ca 42 BAZY LOTNICTWA SZKOLNEGO płk pil. Adam ZIÓŁKOWSKI

 

J.W.: Latanie jako lider wydawać się może za najprostsze, bo wszyscy muszą się dostosować, ale z drugiej strony bierze się odpowiedzialność za cały pokaz. Jak to wygląda z Twojej strony?

D.S.: Każdy w grupie ma swoją pracę do wykonania i każdy podczas lotu napotyka tzw „MILESTONES”. Jednym z zadań lidera jest uprościć wszystkim pracę tak, żeby stała się ona możliwa do wykonania dla wszystkich. Czasem śmieszne są sytuacje kiedy np. lewa strona mówi żeby np. beczkę przyśpieszyć, a prawa żeby zwolnić. Ja muszę tego wysłuchać i dostosować tempo. To tylko jeden taki przykład, ale mógłbym wymienić ich jeszcze kilka. Zadaniem lidera jest również koordynacja całego pokazu, wykonywanie figur z takim wyliczeniem, aby bez względu na warunki atmosferyczne (np. wiatr) grupa samolotów latała na wprost trybuny głównej. Należy tutaj pamiętać , że manewrowanie formacją składającą się z kilku samolotów jest pracą wymagającą spokoju i precyzji

 

 

  

                                        Zespoł akrobacyjny "ORLIK" w 42 bazie lotnictwa szkolnego, 2012, fot: Jacek Waszczuk

 

J.W.: Do zespołu akrobacyjnego trafiłeś w 2001 roku, czyli latasz już jedenasty sezon. Czy pamiętasz swoje pierwsze pokazy?

D.S.: Tak , to już kawał czasu. Pamiętam pierwsze pokazy. Była to GÓRASZKA. Dech zapierało mi w piersi. Latałem wtedy jako zamykający, a prowadzącym był mjr Janusz BORKOWSKI. Wielkie przeżycie bo to wielka sprawa polecieć na pokaz w zespole akrobacyjnym. Nie zapomnę tego nigdy.

 

J.W.: Jak wygląda nabór do grupy? Czy trzeba samemu się starać, czy otrzymuje się zaproszenie?

D.S.: Trzeba chcieć. To podstawowy warunek. Tutaj z niewolnika nie będzie pracownika. Zapraszamy więc chętnych i wykonujemy z nimi po kilka lotów, obserwując ich sposób latania. Rozmawiamy z nimi i szacujemy co mogą oni wnieść do zespołu. Latanie w zespole wymaga dużego wkładu pracy, zaangażowania, inicjatywy i wielu wyrzeczeń. Nagrodą jest uścisk dłoni kolegi po udanym pokazie.

 

J.W.: Czy jest ściśle określona liczba wylatanych godzin na Orliku lub wymagany staż służby, aby trafić do składu? Czy bardziej liczą się inne cechy?

D.S.: Podstawą jest 500 godzin nalotu ogólnego i doświadczenie oraz szereg predyspozycji. Ten nalot to absolutne minimum, ale jego osiągnięcie nie jest jedynym warunkiem latania w zespole.

 

J.W.: Czy w zespole istnieje "rezerwowy pilot"? Co się dzieje, gdy w dniu pokazów jeden z pilotów z jakiś względów jest niedysponowany? Czy odwołuje się występ? Okraja wiązankę do niepełnego składu?

D.S.: Czasem widzimy na pokazach, że formacja lata w niepełnym składzie. Tak jest bezpieczniej. Taki zespół jak nasz i wiele innych zespołów akrobacyjnych nie ma pilotów zapasowych, których można URUCHOMIĆ w dniu pokazów. Tutaj nie ma geniuszy. Trzeba zrobić kilka lotów na danej pozycji żeby poznać jej tajniki, nawet jeśli jest się wyszkolonym w zespole pilotem. Tak więc są piloci zapasowi, ale przygotowanie każdego z nich do pokazu wymaga kilku lotów.

 

J.W.: Wróćmy do samego samolotu. Na ile różni się latanie Orlikiem TC II?

D.S.: ORLIKIEM TC-II. Teraz na takich latamy. Zapoznajemy się z tym samolotem. Zamontowany na nim zespół śmigło – silnik jest „sprawniejszy” na mniejszych prędkościach. Polepszyła się doskonałość płatowca. Samolot wydaje się o wiele mocniejszy od poprzednika, choć moc silnika jest dokładnie taka sama. Samolot uzyskuje dużo lepsze prędkości wznoszenia. Możemy dzięki temu pozwolić sobie na wprowadzenie do programu pokazu większej ilości figur pionowych.

 

                                                            

                              Fot: Marcin Szpak                                                                                                               Fot: Jacek Waszczuk

 

J.W.: Przyjemnie lata się Orlikiem? Która wersja jest łatwiejsza w pilotowaniu?

D.S.: TC-II zdecydowanie, choć nie wybacza tylu błędów co TC-I. Tutaj trzeba mieć się na baczności. Nie wolno lekceważyć żadnych oznak przeciągnięcia. …ale tan samolot da się lubić.

 

J.W.: Od pewnego czasu słychać o przetargu na nowe samoloty szkolne dla wojska. Czy kibicujecie jakiejś maszynie? Może koreańskie T-50 z możliwością lotów naddźwiękowych ?

D.S.: Tę kwestię pozostwaię osobom, które mają fachową wiedzę na temat tego typu samolotów. Najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, do czego ma służyć ten samolot. Obserwowaliśmy pokaz zespołu pilotażowego Koreańskich Sił Powietrznych w Waddington w Anglii. Latali właśnie T-50. Ten samolot w locie bardzo przypomina F-16. Jest jakby jego miniaturką. Tak też nazywają go moi koledzy, którzy latali na nim. Na pewno jest propozycją która musi być poważnie rozważana podczas wyboru samolotu dla Polskich Sił Powietrznych.

 

J.W.: Wielokrotnie już prezentowaliście się poza granicami. Który z tych pokazów zapadł głębiej w pamięć? Może austriackie Zeltweg gdzie lotnisko położone jest między górami?

D.S.: Tak, to jest świetne miejsce na tego typu pokazy. Tamten pokaz miał taką swoją „melodię”. Długo dzieliliśmy się między sobą wrażeniami po tamtych pokazach.

 

J.W.: Latanie akrobacyjne w grupie uważane jest za niebezpieczne. Jakie elementy podczas pokazu mogą sprawić najwięcej kłopotu?

D.S: Gdybym miał zdradzić co nam sprawia najwięcej trudności to zdecydowanie na pierwszym miejscu wymieniłbym beczkę w grupie samolotów. Jest trudna do wykonania. Momenty od śmigła powodują że bardzo trudno zachować tutaj oś symetrii.

 

 

  

                                                                                                 Fot: Jacek Waszczuk

 

 

  

                                                                                                  Fot: Grzegorz Rola

 

J.W.: Czy uważasz się za szczęściarza?

D.S.: Na pewno spełniły się moje ambicje zawodowe. Jestem szczęśliwy, że latając w Zespole Akrobacyjnym mam szansę reprezentować Polskie Siły Powietrzne. A tak osobiście, to ogromna frajda dla każdego pilota wystąpić na pokazach lotniczych.

 

J.W.: Nawiązując do niedawnego lądowania na brzuchu ze schowanym podwoziem. Wszystko zakończyło się dobrze, a za uratowanie maszyny zostaliście odznaczeni. Co z samolotem?

D.S.: Rzeczywiście samolot przetrwał ten manewr z niewielkimi uszkodzeniami. Mamy nadzieję, że szybko wróci do latania. Samo lądowanie stanowiło jedną z opcji przewidzianych w instrukcji techniki pilotowania. Wraz z ppłk Piotrem ROMANOWSKIM wykonaliśmy lądowanie na przygotowanym do tego celu trawiastym pasie awaryjnym. Obaj zrobiliśmy co do nas należało. Zostało to zauważone przez Dowódcę Sił Powietrznych oraz Dowódcę 42 BAZY W RADOMIU. Otrzymaliśmy wyróżnienia za „dobrą robotę”.

 

J.W.: Znamy już kalendarz pokazów na 2012 roku. Zespół rozpoczyna sezon w pierwszy weekend czerwca we Francji, a kończy we wrześniu w Toruniu - pokazem na zakończenie akrobacyjnych Mistrzostw Polski. Dziewięć pokazów w trzy miesiące to chyba napięty program,  wziąwszy pod uwagę, że wszystko to poza normalnymi zajęciami?

D.S.: To duże wyzwanie dla pilotów, dowódców, służb technicznych. Mamy przecież szkolenie podchorążych i ogromny nalot do zrealizowania w 2012 roku. Jestem dobrej myśli, że wszystko się powiedzie i pokazy zostaną zrealizowane na najwyższym poziomie.

 

   

                                    Fot: Jacek Waszczuk                                                                                   Fot: Grzegorz Rola

 

 

J.W.: Co w przyszłości? Dalej latanie? Akrobacja w aeroklubie?

D.S.: Cieszę się tym co jest teraz. Po zakończeniu pracy w wojsku (nie wiem kiedy to nastąpi) będę szukał zajęcia, które choć po części będzie tak pasjonujące jak latanie w Zespole Akrobacyjnym, czy szkolenie podchorążych.

 

J.W.: Czego powinienem życzyć?

D.S.: Żeby czas się zatrzymał. Żartuję oczywiście. Myślę, że klasyczne życzenia lotniczego szczęścia dla całego teamu są tutaj najwłaściwsze.

 

J.W.: I tego życzę!

 

 

  

                                       Wizyta stowarzyszenia Spotter. PL w 42. Bazie lotnictwa szkolnego w Radomiu, fot: eRMD