Niemożliwe czyniąc możliwymAutor:Jolanta Janczyk w dniu:2014-06-15 22:56:49

„Niemożliwe czyniąc możliwym”

Frank Versteegh - holenderski pilot akrobacyjny, szybowcowy i śmigłowcowy; przez pięć lat pilot Red Bull Air Race, były rzecznik prasowy tej imprezy, organizator pokazów lotniczych, sędzia, ekspert i komentator telewizyjny wyścigów i pokazów lotniczych, prelegent (zarządzanie ryzykiem, procedury bezpieczeństwa), producent filmu “Love to fly”, autor książki dla dzieci „Joe the Co”. Brał udział w ponad 1400 pokazach, na 180 różnych samolotach, w ponad 40 krajach świata. Versteegh był przewodniczącym zespołu zajmującego się tworzeniem nowych przepisów bezpieczeństwa obowiązujących na pokazach lotniczych w Holandii. Kilka tygodni temu po raz pierwszy odwiedził Polskę, wziął udział w Festynie Lotniczym w Michałkowie, gdzie natychmiast zdobył serca widzów i rzeszę fanów.

 

Jego dziennik lotów, jak sam mówi, nie jest pełen godzin, to kolekcja niezwykle wartościowych minut i wspaniałych momentów, głównie latając na plecach.

Frank Versteegh swoją życiową przygodę z lotnictwem rozpoczął, podobnie jak inni piloci, od latania szybowcami, w wieku szesnastu lat. Nie posiada lotniczych korzeni. Będąc dzieckiem marzył o lataniu i wiedział, że chce zostać pilotem. Postanowił, że będzie pierwszym lotnikiem w rodzinie. Po zdobyciu licencji pilota szybowcowego zafascynowany akrobacją szybowcową zaczął latać samolotami. Następnie były kolejne cele - zdobywanie kolejnych uprawnień i licencji.
– Kiedy przyszedł moment wyboru życiowej drogi wiedziałem, że latanie z punktu A do punktu B, typowo komunikacyjne, jest bardzo nudne, więc nie dla mnie. Postanowiłem szukać czegoś, co dałoby mi szersze możliwości, przede wszystkim wolność w trzech wymiarach… – opowiada Frank. – … i tak rozpoczęła się trwająca do dziś miłość do akrobacji, najpierw szybowcowej, później samolotowej.

Wśród jego trenerów znaleźli się tak wspaniali, utytułowani piloci akrobacyjni, jak Coco Bessiere, Eric Mueller, Gene Beggs, Manfred Strossenreuther. Ze swoją niezwykłą charyzmą i metodami szkolenia jego ulubionym coachem był Xavier De Lapparent.
Po kilku latach brania udziału w międzynarodowych zawodach akrobacyjnych Versteegh zaczął specjalizować się we freestylu i lataniu pokazowym. Znany jest ze swojego niekonwencjonalnego podejścia do wyzwań i osiągania celów. Stąd też jego życiowe motto: „Niemożliwe czyniąc możliwym”. W lipcu 1997 roku był pierwszym pilotem w historii, który dokonał na samolocie Extra 300L „touch and go” na statku, o długości siedemdziesięciu metrów, płynącym na Renie. Podczas tego lądowania pilot lecący z prędkością 150km/h nie widział ani podwozia, ani powierzchni statku. Na ten manewr miał zaledwie półtorej sekundy. Wyczyn ten miał miejsce podczas pokazów w Rhenen w Holandii, w obecności ponad pięćdziesięciu tysięcy widzów. W 2005 roku podczas pokazów przeleciał pod mostem Erasmus w Rotterdamie. Wspominając te wydarzenia mówi, że w lataniu pokazowym nie ma miejsca na jakąkolwiek spontaniczność, wszystko musi być „wyliczone” i przećwiczone do perfekcji. Za błędy płaci się najwyższą cenę – tracąc życie. Dobry pilot, to ten, który w dobrym zdrowiu i kondycji lata do emerytury.

Foto:  archiwum Franka Versteegha - Rio de Janeiro

 

Po ponad trzydziestu latach brania udziału w dużych, międzynarodowych zawodach, wyścigach Red Bull Air Race m.in. w Rio de Janeiro, Abu Dhabi, The Golden Horn w Stambule, Rezerwacie Indian Navajo - Monument Valley, Frank polubił atmosferę małych imprez lotniczych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Frank z Kirby Chamblissem i Nigelem Lambem nad Rotterdamem                                         Rotterdam


 – Bardzo spodobało mi się latanie na lokalnych pokazach, czy piknikach organizowanych przez aerokluby. Lubię ich atmosferę, kontakt z publicznością oraz młodymi ludźmi, którzy marzą o lataniu. Daje to o wiele więcej przyjemności, niż latanie na gigantycznych imprezach, gdzie piloci traktowani są jak numery. – wyjaśnia Versteegh. – Moją pasją jest także zwiedzanie świata, uwielbiam robić zdjęcia, kręcić filmy. Takie małe imprezy również są okazją do rozwijania tej pasji. – dodaje.


Ważne, aby w życiu ze swojej pasji uczynić pracę, daje to nie tylko satysfakcje, ale przede wszystkim spełnienie i szczęście.

Biorąc udział w pokazach lotniczych, nie zarabia się pieniędzy, które pozwalają utrzymać samolot. Nie jest to interes, z którego da się żyć. Na co dzień Frank jest wykładowcą. Dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem zdobytym przez lata w lotnictwie, wykorzystuje je podczas szkoleń z zakresu rozmaitych dziedzin, pomaga firmom działającym w różnych branżach, począwszy od ochrony zdrowia po korporacje związane z przetwarzaniem ropy naftowej, czy konsorcja pracujące na Morzy Północnym. Działa wszędzie tam, gdzie zarządzanie ryzykiem jest podstawową kwestią bezpieczeństwa. Versteeg organizuje także pokazy lotnicze.
– W rzeczywistości najbardziej wymagające jest załatwianie wszelkich formalności z urzędami lotnictwa. – mówi Frank Vesteegh. – Jednak uważam, że bezpieczeństwo zależy nie od przepisów, lecz od pilotów, siedzących w kokpitach, oraz od ich doświadczenia, umiejętności i rozsądku.
 

Wierzę, że wszystko, co dajemy innym, nie tylko rzeczy materialne, jak pieniądze, ale także dobro, czy zwyczajną ludzką życzliwość, wszystko do nas wraca.
Bez względu na wyznanie, czy kolor skóry. To nie chodzi o splendor, czy sławę, tylko o sam fakt dzielenia się, dawania, także siebie, swojego czasu, wiedzy, doświadczenia – podkreśla Frank, od wielu lat zaangażowany w pracę charytatywną, m.in. w projekty zapobiegania malarii i AIDS w Afryce. W 2012 roku wydał książkę autobiograficzną pt. „Niet voor piloten" (“Not for pilots”), z której dochód przeznaczył na pomoc dzieciom walczącym z chorobą nowotworową.


Frank Versteegh, Jurgis Kayris i Artur Kielak w Ostrowie
foto:Jolanta Janczyk
 

Nadal jest instruktorem akrobacji samolotowej i chętnie wspiera młodych pilotów.
W Michałkowie zapytany o radę dla młodych ludzi marzących o lataniu powiedział:
- Głęboko wierzę w to, że jeżeli połączy się swoje marzenia z gotowością do wyrzeczeń i ciężkiej pracy nad sobą, to na pewno marzenia o lataniu uda się spełnić. Warto mieć marzenia, bo jeżeli potrafi się marzyć, to można je także zrealizować.

 

 

 

 

 

 

 

 

Frank Versteegh w Ostrowie
foto: Marcin Szpak

foto: Marek Duszyński

 

 

 

 

 

 

 

foto: Sebastian Bieńkowski

Tekst: Jolanta Janczyk
Zdjęcia z archiwum Franka Versteegha
Marcin Szpak
Marek Duszyński
Sebastian Bieńkowski