Project Fly High czyli o naszej inicjatywie słów kilka...Autor:Jacek Waszczuk w dniu:2015-02-25 20:42:17

Zima to taki czas, w którym planujemy nasze przyszłe wyjazdy spotterskie. Po poprzednim sezonie - w trakcie zimowej posuchy -  zaczynamy planować coś nowego czyli nasze kolejne zamierzenia. Swój pomysł na lotnicze przeżycia w 2015 roku mają już Wojciech Jasnos i Aleksandra Kij. Zapraszam do zapoznania się z ich rozległymi i ciekawymi planami i w miarę możliwości zachęcam do obserwacji poczynań tej dwójki.

 

Project Fly High czyli o naszej inicjatywie słów kilka...

Kim jesteśmy?

Nad tym pytaniem filozofowie od stuleci zarywali noce. My nie będziemy ;-) Daru do pisania niestety nie posiadłem - przez 6 lat studiów zapełniłem zaledwie dwa duże zeszyty, do tego głównie schematami i rysunkami, z kolei ostatnie wypracowanie napisałem na maturze w 2009r. Postaram się udowodnić, że nie zawsze zdolności literackie są najważniejsze. Czasem wystarczy pasja, chęci oraz wsparcie najbliższych.

Mam na imię Wojtek. Pochodzę z niewielkiego miasta w województwie świętokrzyskim, znanego lotnikom jako "Juliet Echo Delta". W roku 2009 przeniosłem się do Krakowa celem kształcenia na kierunku lekarskim w tutejszej jagiellońskiej instytucji zwanej dumnie Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nie mogę zaprzeczyć, że był to jeden z najszczęśliwszych przypadków w moim życiu, gdyż tutaj poznałem swoją wspaniałą Narzeczoną - Olę, o której kilka zdań wkrótce.

Pasję do latania zaszczepił we mnie mój Dziadek, emerytowany major z Dęblina, zabierając mnie w dzieciństwie, przy każdej możliwej okazji, na spacery po jednostce. Początkowo nie reagowałem wybitnym entuzjazmem na zamknięcie mnie samego w kabinie MIG'a i pożegnanie słowami "Wojtuś, teraz lecisz sam!".
Po pewnym czasie jednak oswoiłem się z poczuciem humoru Dziadka, a miłość do skrzydlatych maszyn stopniowo narastała. Wolne chwile często spędzałem latając na Flight Simulator 2002, później FS2004 zalogowany do sieci VATSIM, Condor: The Competition Soaring Simulator i kilku innych platformach lub rozbijając modele RC. Punktem kulminacyjnym było jednak samodzielne wzbicie się w powietrze. No może nie do końca samodzielne, bo wymagające wyciągarki obsługiwanej fachowo przez Grzegorza Bartosika. Ze względu na wiek zaczynałem od paralotni w Pińczowie. Okazało się wówczas, że naziemne odczucia to nic w porównaniu z tym, co poczułem w powietrzu.

„Jeśli raz posmakowałeś latania, będziesz już zawsze chodził z oczami utkwionymi w niebo, bo tam byłeś i zawsze będziesz chciał tam wrócić …” Leonardo Da Vinci

Rzeczywiście było tak ze względu na towarzyszące lataniu emocje. W ogromnej mierze przyczynił się do tego Pan Leszek Mańkowski, ówczesny dyrektor Aeroklubu Pińczowskiego i mój instruktor paralotniowy, który był w stanie lataniem zarazić każdego. Sposób w jaki rozmawiał o swojej pasji potrafił przekonać i zrobić wrażenie na wszystkich. Nawet na moich bardzo sceptycznie nastawionych Rodzicach, którzy początkowo polecali mi się uczyć zamiast truć o niebezpiecznym lataniu. Okres pińczowski na zawsze pozostanie w mojej pamięci dzięki wielu wspaniałym ludziom, których tam poznałem. Byli to między innymi Szymon, Mariusz, Kamila, Paweł i Marcin. Przez szkolenia, które organizował Aerokrak przewinęło się na prawdę mnóstwo wyjątkowych osób. Niestety w dalszym ciągu brakowało mi statecznika więc kolejnym etapem było odłożenie kasy na szkolenie szybowcowe. Już pierwszy lot Bocianem spowodował, że buty spadły mi z wrażenia jak szybko lecę! Loty samodzielne okazały się jeszcze bardziej emocjonujące i o dziwo latałem nawet lepiej niż z instruktorem. Może bardziej skupiałem się wiedząc, że jak coś spierniczę będę mógł liczyć już tylko na spadochron, który swoim wyglądem i zapachem nie wzbudzał nadmiernego zaufania. Bocian bocianem, ale Puchacz, to była rakieta. Kiedy pierwszy raz zrobiliśmy wraz z instruktorem pętlę poczułem, że już zawsze chcę fruwać lotem odwróconym. Podobno wyszła trochę jajowata ale kto by się tym przejmował... Nie mam jednak sporego nalotu gdyż na szybkim przewijaniu do przodu dobrnęliśmy do etapu początku moich studiów, które nie pozwoliły mi samodzielnie decydować o swoim czasie wolnym. Coraz częściej wakacje spędzałem z grzbietem książki w miejscu, gdzie powinien znajdować się drążek sterowy. Na ten temat póki co nie zamierzam zanudzać. Powiem tylko, że przez studia nie udało mi się przejść do kolejnego etapu - PPL(A). Mam nadzieję, że na stażu lub po nim znajdę czas i budżet aby polatać czymś ze śmigłem.

Wracając do wspomnianej Oli - okazała się osobą, której do latania nie trzeba było specjalnie przekonywać. Po półtorarocznym treningu, sama rozpoznaje typy samolotów, chyba nawet lepiej ode mnie. Jako, że jesteśmy na studiach w jednej grupie, uczymy się razem. W czasie nauki dobrze czasem zmienić otoczenie więc jeśli tylko pogoda dopisuje lubimy wyskoczyć na górkę przy podejściu do pasa 25 EPKK z książkami lub bez ale zawsze z Nikonem Oli, lornetką, skanerem no i oczywiście zapasem pączków. Kiedy mamy czas zaszczycamy swoją obecnością pokazy i pikniki lotnicze :) Ulubione samoloty Oli to AN-2 i OV-10 Bronco. Przelatujący gdzieś nieopodal "Antek" towarzyszył mojej Narzeczonej przez całe dzieciństwo ponieważ mieszkała tuż przy użytkującym go EPKP. Nie dało się w nim nie zakochać. Bronco z kolei, skradł Oli serce dając popis swoich możliwości w czasie Małopolskiego Pikniku Lotniczego w 2013 roku.
Zanim przybliżę ideę naszego aktualnego projektu postaram się wyjaśnić dlaczego powstał. Otóż za każdym razem, kiedy dowiadujemy się o lądowaniu jakiegoś ciekawego samolotu, który chcielibyśmy zobaczyć, czy to B777 albo B747 na EPKT czy AN-225 na LKMT, mamy przed sobą jakiś egzamin i nie ma możliwości spontanicznie wyskoczyć na spot. Często bywa, że tuż przed zaśnięciem mam setki pomysłów jak temu zaradzić ale niestety następnego dnia stwierdzam, że plan jest beznadziejny i dziwię się jak mogłem na taką durnotę wpaść. Tym razem było inaczej. Pomysł, na który wpadłem przeszedł „poranną akceptację”. Mam już serdecznie dość tego, że jedynym samolotem jaki mogę aktualnie zobaczyć z bliska jest model 777-300ER Emirates w skali 1:200 na moim biurku, a cały czas spędzam biegając ze stetoskopem po szpitalach (co akurat bardzo lubię) lub przy książkach (to już mniej). Jako, że jesteśmy już na ostatnim roku medycyny stwierdziliśmy, że po studiach coś nam się należy. Postanowiliśmy: LECIMY DO USA!

Na czym polega nasz projekt?

Planujemy przez wakacje przejechać samochodem wiele stanów po zaplanowanej trasie. Będzie ona uzależniona od terminów pokazów lotniczych, naszych możliwości logistycznych oraz lokalizacji najciekawszych lotnisk w USA - zarówno tych największych, jak i małych, pustynnych. Najważniejsze jednak jest to, że cały przebieg zostanie udokumentowany. Stworzymy specjalną galerię z opisami odwiedzonych przez nas miejsc. Dowiecie się co warto zwiedzić będąc fanem lotnictwa i nie tylko. Samochód wynajmiemy albo kupimy na miejscu, w zależności od kosztów, które łącznie z noclegami, wyżywieniem i paliwem będą dość wysokie. Liczymy na Wasze wsparcie, ale nie finansowe! Jeśli nasza inicjatywa wydaje Wam się choć w niewielkim stopniu sensowna i ciekawa możecie pomóc nam wygrać przelot. Aby odciążyć nasze portfele wzięliśmy udział w konkursie, w którym do wygrania są bilety. Wystarczy polubić na facebooku dwa udostępnione przez nas filmiki konkursowe:

https://www.facebook.com/video.php?v=913511848693410

https://www.facebook.com/video.php?v=10152992164548431


Potrzeba sporej ilości lajków więc dla ułatwienia zorganizowaliśmy wydarzenie. Będziemy wdzięczni jeśli do niego dołączycie i zaprosicie swoich znajomych. Oto adres: https://www.facebook.com/events/1582616328642201

Z Waszą pomocą będziemy mogli przeżyć fantastyczną przygodę, a Wy poprzez nasz blog weźmiecie w niej czynny udział!
Serdecznie dziękujemy za każdy oddany głos, a póki co życzymy tyle startów co lądowań! Do miłego :)

autor Wojciech Jasnos

http://flyhigh.com.pl/