III Festyn Lotniczy Ostrów 2013 - lotnisko w MichałkowieAutor:Jacek Waszczuk w dniu:2013-06-16 12:17:47

 

W dniach 18-19 maja 2013 roku po raz trzeci zorganizowano Festyn Lotniczy w Michałkowie. Z zaciekawieniem przyglądałem się festynowi od pierwszej edycji, gdyż jest jedną z niewielu imprez lotniczych organizowanych w południowo - zachodniej Polsce. Zeszłoroczna edycja nagrodzona Lotniczym Orłem w kategorii „Impreza Lotnicza Roku” dawała nadzieję, że w tym roku może być tylko lepiej.

Aura okazała się być łaskawa, zapowiadany napływ frontu z ciężkimi chmurami i opadami deszczu oraz burzami obszedł lotnisko szerokim łukiem. Dzięki temu obecni na festynie goście cieszyli się piękną, słoneczną pogodą oraz ciekawymi chmurami w tle dla latających maszyn. Wśród atrakcji lotniczych pojawiło się sporo ciekawostek. W bardzo ciekawy sposób zaprezentowała się słowacka grupa „Retro Sky”.

 

 

Fot. 1

Fot. 2

Fot. 3

Fot. 4

Grupa „Retro Sky” lata samolotami Zlin pomalowanymi na wzór maszyn myśliwskich z II Wojny Światowej. Dzięki temu można było podziwiać imitacje Messerschmittów i rosyjskich Jaków. Pokazy w locie i na ziemii skoordynowano z występem grupy inscenizacyjnej. Nie szczędzono efektów pirotechnicznych…

Fot. 5

…a w wolnych chwilach żołnierze zaprzyjaźnionych armii zawiązywali między sobą miłe znajomości.

Fot. 6

Mocną stroną ostrowskiego festynu były maszyny akrobacyjne. Jednym tchem można wymienić największą gwiazdę festynu wśród akrobatów, którą był Artur Kielak. Latał on na nowym Sbachu, maszynie pozwalającej praktycznie na wszystko czego zapragnie pilot. Sam Artur Kielak konsekwentnie dąży do czołówki najlepszych akrobatów świata w klasie unlimited.

Fot. 7

Fot. 8

Fot. 9

Jurgis Kairys, kolejny pilot, którego nikomu nie trzeba przedstawiać, od lat stanowi klasę dla samego siebie i dla innych pilotów akrobacyjnych. Tym razem zaprezentował się w powietrzu wraz z zaprzyjaźnioną grupą Air Bandits.

Fot. 10

Fot. 11

Pokazy Litwina i pilotów z Air Bandits mogliśmy oglądać dwukrotnie. Ciekawostką pokazów w Polsce jest to, iż poza dymami pojawiają się też pokazy pirotechniczne na ziemi i w powietrzu. Podczas inscenizowanych walk na ziemi walczący byli „ostrzeliwani” z powietrza z drugiej kabiny Po-2.

 

Fot. 12

Całkiem niezły pokaz dał też pilot kultowego dwupłata Pitss Special. Jako że nie samą akrobacją człowiek żyje, to w powietrzu zaprezentowały się również nie mniej ciekawe maszyny nieakrobacyjne takie jak: Carbon Cup - samolot o bodaj najkrótszym rozbiegu i dobiegu wśród tradycyjnych samolotów, Virus SW - który wizualnie może nie wzbudza emocji, ale za to cechuje się znakomitymi osiągami co zostało potwierdzone lotem dookoła świata. Całkowitą odmianą w powietrzu był wiatrakowiec Xenon cieszący się coraz większą popularnością na naszym niebie.

Swój wkład w imprezę miało wojsko. Na wystawie statycznej do wglądu były śmigłowce Mi-2 i Mi-24. Były one oblegane - szczególnie przez dzieci i młodzież - od pierwszych do ostatnich chwil trwania pikniku. Jeśli ktoś chciał podziwiać je w locie musiał poczekać do niedzieli, kiedy to wraz z zakończeniem imprezy odleciały do macierzystej jednostki. W powietrzu planowano pokaz a właściwie przeloty pary samolotów Su-22 oraz samolotu transportowego CASA. Ten ostatni faktycznie można było zobaczyć w przelotach, szybkim i wolnym w konfiguracji do lądownia czyli z wysuniętym podwoziem i klapami. Niestety nad Michałkowem nie pokazała się para Su-22. Ze względu na potężną burzę na trasie przelotu samoloty nie dotarły na piknikowy przelot. Względy bezpieczeństwa w tym przypadku okazały się ważniejsze.

Wśród zapowiedzianych a niestety nieobecnych uczestników była też Grupa Akrobacyjna Żelazny. Nie wnikając w powody dlaczego zabrakło czerwonych maszyn nad Michałkowem - prawda zapewne leży gdzieś pośrodku pomiędzy racjami przedstawianymi przez obie strony - należy mieć nadzieję, że w przyszłości do takich sytuacji nie będzie dochodziło.

Czas na podsumowanie festynu.

Na lotnisku wśród wielu spotterów fotografujących z jednej czy drugiej strony płotu słychać było słowa krytyki na organizację. Czy rzeczywiście organizacja pozostawiała sporo do życzenia? Trudno wypowiadać się za wszystkich, ale mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Byłem jedną z osób mającą identyfikator „Media”, co zapewniało mi możliwość poruszania się także poza barierkami. Tymczasem oficjalny początek pokazów o godzinie 15.00 wiązał się z tym, iż służba ochrony wyprosiła wszystkich mi podobnych poza barierki, które były już "okupowane" przez oglądających. Pół godziny później, gdy wypiłem kawę i zastanawiałem się czy szukać miejsca do robienia zdjęć, czy po prostu wsiąść w auto i jechać do domu, zobaczyłem iż „zakaz” przestał obowiązywać. Mogłem więc wrócić na swoje wcześniejsze miejsce.

Pokazy w locie były ciekawe, ale nie były na tyle pasjonujące by utrzymać widzów wpatrzonych w niebo przez pięć godzin bez przerwy. Zdaję sobie sprawę, że z listy zaproszonych ktoś wypada w ostatniej chwili i trzeba improwizować. Czy jednak nie warto tak ustawić pokazy, by podzielić uczestników na jeden czy dwa bloki programowe po 1,5 czy 2 godziny?

Trzeci Festyn Lotniczy Ostrów mamy już za sobą.  Czy warto było się na nim pojawić? Pewnie że tak, pomimo niedociągnięć zawsze warto patrzeć w niebo i doceniać wysiłek prezentujących się pilotów. Organizacyjnie większość rzeczy dopięta była tak jak trzeba. Parkingi dla aut, gastronomia, toi-toie czy stoiska z gadżetami - na te elementy nikt nie miał powodów do narzekań.

Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie można zobaczyć czwartą i oby najciekawszą edycję festynu - czego sobie i organizatorom mocno życzę.