Royal International Air Tattoo (RIAT) 2014Autor:Krzysztof Dymel w dniu:2014-08-15 09:50:05

Royal International Air Tattoo (RIAT) to największe na świecie pokazy lotnictwa wojskowego organizowane na terenie bazy RAF Fairford, w południowo-zachodniej Anglii. Ta także ponad 3000 wolontariuszy (od kontrolerów ruchu lotniczego i inżynierów lotniczych po medyków i strażaków), ponad 15000 pakowanych posiłków oraz 3000 butelek szampana i wina, które zostaną wypite podczas imprezy. RIAT to ponad cztery kilometry ogrodzenia i barierek oraz pięćdziesiąt kilometrów linek zabezpieczających. To również rekord Guinnessa z 2003 roku, za największe na świecie pokazy wojskowe, w których wzięło udział 535 samolotów.

Tegoroczna wyprawa na RIAT ekipy Spotter.pl rozpoczęła się na lotnisku Ławica. Szybko przebrnęliśmy przez odprawę (wyjmowanie aparatów z plecaków, itp… „atrakcje”). Samolot Ryan`a przyleciał trochę spóźniony. Przy lądowaniu na lotnisku Stansted tak przyziemił…, że przypomniało mi się stare powiedzenie „udane lądowanie to takie, po którym wszyscy o własnych siłach z samolotu wysiadają”. Immigration, szybka wizyta w wypożyczalni i w drogę do hotelu - spać, bo rano pobudka.
 


 

W sobotę około godziny 6.30 rano zjawiliśmy się przed bazą w Fairford. Byliśmy załamani widząc długość kolejki (otwarcie bram o 7.30). Ku naszemu zdumienu jak już otworzono bramki, kolejka bardzo szybko się ruszyła. Sprawnie poszła także kontrola - pokazałem tylko aparat, żadnego zabierania napojów (ludzie z turystycznymi lodówkami wchodzili) i pod płot. O pierwszym rzędzie trzeba było zapomnieć, ale nie było źle. O godzinie 9.45 zgodnie z planem rozpoczęły się pokazy dynamiczne. Włoski Jurek nie oszołomił nas swoimi popisami, dopiero Solo Turk poprawił nam nastroje. Nawet bez flar pokazał jak się lata. Super Hornet zadziwił zwrotnością, ale jak dla mnie, pokaz trwał za krótko. Niestety nie dotarł Hunter ze Szwajcarii ze względu na złe warunki atmosferyczne. Szkoda, bo bardzo chciałem zobaczyć jego przelot z Patrouille Suisse. Bardzo mile zaskoczył mnie pokaz szwedzkiego Gripena, którego lataniem nigdy wcześniej nie byłem szczególnie zachwycony. Belgijski i holenderski F-16 zrobiły swoje – pokazali klasę. Dla mnie największą niespodzianką był pokaz brytyjskiego śmigłowca Apache AH-1, podczas którego z głośników puszczono korespondencję radiową załogi z naziemnymi jednostkami wzywającymi wsparcie, a dodatkowo „komendy” do użycia uzbrojenia. Przeloty skoordynowane były z użyciem naziemnej pirotechniki symulującej efekt użycia uzbrojenia. Zawiodłem się na Patrouille de France. Spodziewałem się więcej, ale może to kwestia kolejności. Francuzi latali jako ostatnia grupa, a Red Arrows i Frecce Tricolori wcześniej rozbudzili apetyt. Na koniec przelot brytyjskiego Typhoona i samolotu Spitfire, oraz solo pokaz Jurka i koniec na sobotę. Jeszcze tylko krótki spacer po statyce i jedna z ostatnich okazji zobaczenia poza muzeum A-7, premiera Scorpiona, P-8A Posejdon i AT-6B Texan II… i powrót do hotelu.
 


 

 

 

 
W niedzielę zdecydowaliśmy się na wizytę na Rhym Farm – odpowiednik radomskiej Skaryszewskiej. Na początek kilka porównań – w Polsce służby zamykają ulice, żeby nie można było tam dotrzeć, w Anglii policja robi ruch jednokierunkowy, żeby łatwiej było dojechać i wyjechać po pokazach, bo drogi lokalne, kręte i wąskie. Następna różnica już na miejscu. Na polu stoją bary z przekąskami i kawą (cieniutką swoją drogą) i toitoi-ki. Pełna kultura. Samo miejsce też przy samym płocie, pod osią pokazów, więc po starcie jest blisko, a potem przeważnie albo od dziobu, albo od ogona. Niestety płot uniemożliwia fotografowanie samych oderwań, dlatego część ludzi przybywa zaopatrzona w drabiny lub podesty na dachach samochodów. Bardzo fajna alternatywa. W odróżnieniu od upalnej i aż za bardzo słonecznej soboty, pogoda w niedzielę była bardziej angielska – trochę deszczu, szare na szarym, ale ma to swoje plusy. Po pierwsze kondensacje i wiry w wilgotnym powietrzu, po drugie byłoby pod słońce. Program generalnie ten sam, z dwoma zmianami – pierwsza planowana – zespół Patrouille de France odleciał do domu, a druga to niemiła niespodzianka. Przed rozpoczęciem lotów „zawinął się” Super Hornet i tyle go widzieliśmy… W bonusie niejako załapaliśmy się na odlot Scorpiona, Posejdona i dwóch Hawker`ów Gnat.
 

 

  

Specjalnie nie rozwodziłem się nad nieobecnością F-35. Po uziemieniu całego typu można się było tego spodziewać. Na pewno pierwszym miejscem, gdzie go pokażą i tak będzie RIAT, a później… pół Europy będzie za jakiś czas na nich latać, więc pewnie też spowszednieje. 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
W poniedziałek już tylko droga na lotnisko, oddanie samochodu i do domu. I co dalej?... Do zobaczenia za rok na RIAT 2015.